Piersi i jajniki, czyli rak i święto błaznów

aaa

Słynnego Terlika chyba nie trzeba nikomu niestety przedstawiać

Śledzicie prasę codzienną? Tygodniki opinii? A może hobbystycznie spoglądacie w Otchłań, by rejestrować co nowsze wybryki publicystów takich portali jak Fronda? Jeśli tak, musieliście zaobserwować kolejny odcinek rozpoczętej w 2013 roku awantury wokół chirurgii profilaktycznej, konceptu, który dla medycyny nie jest niczym nowym, nieustannie za to zdaje się zaskakiwać niektórych komentatorów internetowych. W związku z tym, że choć osobny artykuł o chirurgii profilaktycznej jako takiej być może kiedyś się na blogu pojawi, w tej konkretnej sprawie nie chce mi się tworzyć nowego tekstu, pozwolę sobie przypomnieć tekst archiwalny, który powstał na fali shitstormu w roku 2013. Z drobnymi uzupełnieniami – vide komentarz ulubionego polskiego publicysty katolickiego otwierający wpis.

Najnowszym przebojem internetu jest zabawa w samozwańczego specjalistę onkologa. Jako że rzecz dotyczy biustu (obecnie też jajników), czyli sfery, było nie było, okołoseksualnej, ogólne poruszenie jest bardziej zauważalne w tej nieco bardziej prawostronnej części sieci, jednak generalnie do rozrywki ochoczo przyłączyli się internauci z najrozmaitszych środowisk.

Sprawa zaczęła się dość niewinnie. Przy codziennym porannym przeglądzie prasy ledwie zwróciłam na nią uwagę. Znana aktorka z uwagi na rodzinne uwarunkowania zdrowotne (rak jajnika u matki, rak piersi u ciotki) wykonała zalecane w takiej sytuacji badania genetyczne. Okazało się, ze jest nosicielką mutacji w genie BRCA1 dramatycznie zwiększającej ryzyko raka piersi, w związku z czym podjęła decyzję o profilaktycznej mastektomii. Bywa, pomyślałam; cenne jako przyczynek do publicznej dyskusji o profilaktyce onkologicznej, pomyślałam. I poszłam do pracy. Potem do drugiej pracy. Gdy trafiłam do domu, o kwestii już nie pamiętałam.

Continue reading

Advertisements

Porywacze mitochondriów

File:Mitochondria, mammalian lung - TEM.jpg

Mitochondria, obraz w mikroskopie elektronowym; Louisa Howard, domena publiczna

Three mitochondria surrounded by cytoplasm

trzy wybarwione na niebiesko mitochondria (mikroskop elektronowy); Credit: Dr David Furness. Wellcome Images; CC BY-NC-ND 2.0

Mitochondria pełnią w naszych komórkach funkcję swoistych mikroelektrowni. Wędrują po całej komórce, podlegając nieustającym cyklom fragmentacji i fuzji i tworząc coś w rodzaju komórkowej sieci energetycznej. Zmieniają kształty i rozmiary, przeważnie jednak osiągając wielkość kilku mikrometrów i kształt podłużnych pęcherzyków wysłanych od wewnątrz grzebieniasto pofałdowaną błoną. Ten grzebień błonowy to zresztą podstawa ich funkcji. Tam właśnie rozmieszczone są kompleksy enzymatyczne, dzięki którym w procesach tzw. oddychania komórkowego (wskutek utleniania produktów rozkładu glukozy) “powstaje” energia upakowana w cegiełkach ATP (adenozynotrifosforanu). Jakkolwiek w komórkach pozbawionych mitochondriów (chociażby erytrocytach, czyli czerwonych krwinkach) ATP również jest produkowane, zachodzący poza mitochondriami proces glikolizy jest dużo mniej efektywną opcją, a wydajność to przecież nader istotna dla przeżycia kwestia.

Co w mitochondriach niezwykłe, to fakt, że posiadają własny, odrębny od tego znajdującego się w jądrze, podobny bakteryjnemu, genom. Nie jest to może szczególnie duży genom – obejmuje jedynie niewielką część genów niezbędnych do kodowania mitochondrialnych białek i RNA, ale nadal jest. Podobnie jest zresztą w roślinnych plastydach (m.in. chloroplastach – o chloroplastach na pewno słyszeliście), a wyjaśnienie akurat jest dość jasne. Zarówno chloroplasty, jak i mitochondria to goście z zewnątrz. Zgodnie z powszechnie obecnie akceptowaną teorią endosymbiozy organella (tak nazywamy wewnątrzkomórkowe struktury, takie komórkowe “narządy”) te pochodzą od niegdysiejszych wolno żyjących bakterii, które zasymilowały się ze swoimi gospodarzami do tego stopnia, że nawet część niezbędnych do ich poprawnego funkcjonowania genów “przeprowadziła” się do znajdującego się w jądrze materiału genetycznego komórki. Ale dość o mitochondriach jako takich.

Continue reading

Twój spadek po przodkach, drogi strunowcu

https://i1.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/98/Bluebell_tunicates_Nick_Hobgood.jpg/750px-Bluebell_tunicates_Nick_Hobgood.jpg

Nasze odległe kuzynki, również należące do strunowców osłonice z gatunku Clavelina moluccensis, Nick Hobgood, CC BY-SA 3.0

File:Lungs of Protopterus dolloi.JPG

Struna grzbietowa (ang. notochord) ryby dwudysznej; Wikipedia; Mokele, CC-BY-SA-3.0, GNU Free Documentation License

Jeśli macie jakieś – choćby mgliste – wspomnienia z szkolnych lekcji biologii, zdajecie sobie być może sprawę, że systematyka zwierząt zalicza H. sapiens do strunowców (Chordata). Strunowcami poza kręgowcami, w której to grupie mieszczą się właśnie ludzie, są też bezczaszkowce (pamiętacie lancetnika?) i osłonice, a wspólną dla tych grup cechą jest – i stąd właśnie nazwa – obecność (przynajmniej na pewnych etapach rozwoju) struny grzbietowej, formy pierwotnego szkieletu osiowego, którego pierwsi posiadacze pływali najpewniej w kambryjskich morzach. O ile u osłonic strunę grzbietową można znaleźć niemal wyłącznie w kijankowatej postaci larwalnej, u bezczaszkowców i prymitywniejszej części kręgowców występuje ona przez całe życie. Zatem możemy się spodziewać struny grzbietowej u dorosłego minoga i części ryb, dwudysznych i jesiotrowatych chociażby. Nigdzie “wyżej” struna w życiu pozalarwalnym czy pozapłodowym nie zachowuje się. Nie znaczy to, oczywiście, że znika bez śladu. I tu właśnie zaczyna być interesująco. Pod względem medycznym w każdym razie.

Continue reading

Nie igraj z odrą

aaa

Odra – wysypka u dziecka; CDC, Public Health Image Library (PHIL)

Na salonach medialno-medycznych króluje obecnie Jej Wysokość Odra. Że odra wraca, media od jakiegoś czasu przebąkiwały, że jednak rzecz zaczyna wyglądać naprawdę nieprzyjemnie można się było przekonać, gdy sprawę głośno poruszyła prasa medyczna. Zamieszczony w październikowym NEJM tekst Waltera Orensteina i Katherine Seib stwierdza jasno –

Tylko od stycznia do sierpnia zgłoszono w Stanach Zjednoczonych 592 przypadki odry – to więcej niż podczas któregokolwiek całego roku z dwóch ostatnich dekad.

Kolejnym sygnałem był Disneyland – nieodpowiedzialność jednej osoby zapoczątkowała epidemię, ale i  zwróciła uwagę świata na Jej Wysokość Odrę, która wszak w oczach opinii publicznej od dłuższego już czasu funkcjonowała jako banalna infekcja, którą nie warto sobie zaprzątać głowy. Nagle okazało się, że jednak warto. W Berlinie od października 2014 roku zanotowano ponad 630 przypadków odry. Są pierwsze zgony. Mamy pierwsze głośne zachorowania w Polsce:

Continue reading

Sąd łaskawie pozwala, by samorząd lekarski potępiał homeopatię

Preparat homeopatyczny; Kachulev; Wikipedia; domena publiczna

News to już może nieco przebrzmiały, ale warto o nim wspomnieć. Doszło, moi drodzy, do wydarzenia szczęśliwego, choć plasującego się gdzieś na granicach groteski. Otóż Naczelna Rada Lekarska (NRL) uzyskała sądowe przyzwolenie na krytyczne wyrażanie się na temat homeopatii, znanej i popularnej dziedziny alternatywnej tzw. medycyny. Skąd w ogóle pomysł, by gremium to potrzebowało sądowej zgody na wyrażenie dezaprobaty względem stosowania przez medyków metod przez współczesną naukę nieuznawanych? A to już nieco dłuższa historia, historia sięgająca kwietnia 2008 roku, kiedy to zespół ekspertów NRL wydał oficjalne stanowisko w sprawie stosowania oraz promowania metod homeopatycznych. Stanowisko to zawierało podsumowane w piętnastu punktach dane dotyczące homeopatii, w tym:

Continue reading

Szopka z szopką – Świątynia Szatana i świeckość państwa

Photo Credit: courtesy of The Satanic Temple

Kwestia wolności manifestowania swoich przekonań religijnych zazwyczaj staje się nieco głośniejszym problemem w okolicy wszelkich tradycyjnych świąt o proweniencji religijnej; W tym roku wygląda na to, że niekwestionowaną gwiazdą kontrowersji wokół szopek i dekoracji świątecznych w miejscach publicznych będzie Świątynia Szatana, The Satanic Temple. Pisałam już o tej arcyciekawej organizacji i jej działalności z pogranicza trollingu religijnego w kontekście prowadzonej przez nią walki o prawa reprodukcyjne i wojny wydanej absurdom prawnym skazującym pacjentki w USA na przymusową indoktrynację konserwatywnymi bzdurami udającymi dane naukowe. Tym razem rzecz dotyczy tej nieco bardziej – przynajmniej z pozoru – rozrywkowej części ich aktywności.

Continue reading

Świątynia Szatana w obronie nauki (i praw reprodukcyjnych)

Materiały ze strony internetowej Świątyni Szatana

Środowiska naukowe od dłuższego już czasu wyrażają zaniepokojenie tą kwestią. Zaalarmowane głosy rozbrzmiewały wielokrotnie w prasie medycznej, bezskutecznie jednak. Otóż w świetle prawa lekarze w USA  zmuszani są do przekazywania pacjentkom bzdur (nasi medycy często robią to z własnej inicjatywy).

Ładnie wyraziła to na początku tego roku prof. R. Alta Charo w New England Journal of Medicine:

Nie jest zgodne z zasadami etyki lekarskiej ani z jakimikolwiek poważnymi standardami opieki medycznej zmuszanie lekarzy do udzielania pacjentom stronniczych porad i nieścisłych, niepełnych informacji pod przykrywką tzw. „świadomej zgody”, jednak 33 stany wprowadziły normy prawne to właśnie wymuszające – rzekomo po to, by pomóc kobietom uniknąć „syndromu poaborcyjnego”, zaburzenia nienotowanego przez Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, APA) i powszechnie uznawanego za bzdurę co najmniej od czasów C. Everetta Koopa, naczelnego lekarza prezydenta Raegana. A jednak sąd federalny utrzymał niedawno wymóg, by lekarze utrzymywali – niezgodnie z prawdą – jakoby aborcje prowadziły do samobójstw podpierając się „ustaleniami prawnymi” i badaniem, które było na tyle wadliwe, że wydawcy czasopisma, które je opublikowało zmuszeni byli napisać, że jego „analiza nie wspiera powziętych wniosków”. Podobnie pozostałe zapisy „świadomej zgody” wymagają, by lekarze informowali pacjentki – znów kłamliwie – że aborcja wywołuje raka piersi.

Jednocześnie rosnąca liczba stanów zaczyna utrzymywać, że niepodważalne dowody wykazują, iż płód zdolny jest do odczuwania bólu już w 18 tygodniu od zapłodnienia, choć przecież niezbędne do odczuwania struktury nerwowe nie są jeszcze  na tym etapie ciąży wykształcone, a najnowsze ściśle weryfikowane dane zgodnie ze stanowiskiem ACOG (American Congress of Obstetricians and Gynecologists) pokazują, że odczuwanie przez płód bólu nie jest możliwe przed trzecim trymestrem. Dane naukowe nie powstrzymały polityków przed zadeklarowaniem czegoś diametralnie innego i wprowadzeniem wymogu, by w instytucjach świadczących usługi aborcyjne dostępne było również znieczulenie płodu (tym samym doprowadzając do zamknięcia części klinik, które nie zdołały zapewnić takiej możliwości) czy stawianiem postulatów delegalizacji aborcji z początkiem drugiego trymestru.

(…) Prawodawcy i sądy manipulują też danymi medycznymi, by uzasadniać wymóg dodatkowych interwencji medycznych (takich jak USG zwykłe i przezpochwowe) – także wtedy, gdy są one z punktu widzenia medycyny zbędne – licząc, że obrazy uzyskane w ten sposób mogą skłonić kobiety do rezygnacji z zabiegu. Tymczasem wytyczne AIUM (American Institute of Ultrasound in Medicine) jasno stwierdzają, że procedury te winny być wykonywane wyłącznie w razie rzeczywistej, medycznie uzasadnionej potrzeby, co jest deklaracją wspieraną również przez ACOG. Według żadnych też norm etyki medycznej nie jest czymś właściwym zmuszanie lekarzy do wywoływania u pacjentów zbędnego stresu i sprawiania im niepotrzebnego bólu (także emocjonalnego).

Continue reading