Ratujmy zaśniady, czyli bezduszne bąbelki albo wątły człowiek

File:Blasenmole Boivin.jpg

Zawartość macicy – zaśniad groniasty, czyli wyjątkowo wątły człowiek; Gillain Boivin, XVII/XIX wiek; domena publiczna

Wielka narodowa debata (a właściwie pyskówka) na temat in vitro na szczęście chwilowo (do jesieni przynajmniej) przycichła, pozostawiła jednak po sobie nie tylko pewien niesmak i garść refleksji na temat niedostatków edukacji biomedycznej w naszym społeczeństwie, ale też niemałą pulę ekscentrycznych sformułowań, które długo jeszcze zapewne żyć będą w przestrzeni publicznej. Obok znanych już pewnie wszystkim “wielokrotnych ejakulacji kobiet”, przeciwko którym kategorycznie protestował jeden z senatorów, obok groźnych “środków koncepcyjnych” piętnowanych przez innego przedstawiciela tego zacnego grona czy postulowanego przez kolejnego tuza intelektu dziedziczenia bezpłodności warto, myślę, pamiętać o “wątłym człowieku”, którego “skreślania” przez lekarzy i naukowców obawiał się poseł Hoc (też, o zgrozo, lekarz zresztą). Przyczyną jego niepokoju była dość swoją drogą podstawowa konstatacja profesora Kuczyńskiego, iż nie zawsze – przy najlepszych nawet chęciach  – efekt zapłodnienia da się określić mianem człowieka:

“Profesor Kuczyński długo i cierpliwie o tym, że w momencie powstania zarodka niewiele wiemy na temat jego dalszych losów zaplanowanych przez naturę: może się okazać pustym jajem płodowym. Może się okazać zaśniadem groniastym. Może stać się ciążą pozamaciczną i nie będziemy jej przecież ratować kosztem życia kobiety. Wreszcie może przekształcić się w potworniaka, którego żadną miarą nie można uznać za człowieka mimo posiadania resztek zębów, włosów czy kości. Dlatego zakładanie a priori, że każdy zarodek jest „człowiekiem” jest niezgodne z nauką biologiczną.
Poseł Hoc (PiS) emocjonalnie replikuje: „a więc to pan, jako naukowiec, człowiek, lekarz, będzie decydował, kto jest człowiekiem, a kto nie, skreślając tego, kto jest WĄTŁYM człowiekiem?” [Relacja za stowarzyszeniem “Nasz Bocian”]

aaa

Bąbelki, czyli zaśniad groniasty w całej swej okazałości; @Nejib Ben Yahia; fot. udostępniona za zgodą autora

Wspomniany przez profesora zaśniad groniasty jest człowiekiem w formie rzeczywiście wyjątkowo wątłej, choć może – przynajmniej wizualnie – nie aż tak wątłej jak puste jajo płodowe, które jest, cóż… no puste właśnie, podczas gdy w zaśniadzie mamy przynajmniej bąbelki. Tak, owszem, dobrze usłyszeliście – bąbelki. Tudzież pęcherzyki. Mówi się też (przypomnijcie sobie wpis o metaforach kulinarnych w patologii) o winogronach – smacznego 🙂 A wszystko zaczyna się – oczywiście – od zapłodnienia i powstania zygoty. Tyle że przy zaśniadzie cała zabawa już od samego początku idzie nie tak.

Standardowa wizja przebiegu ciąży przedstawia ją jako proces mocno uproszczony. Oczywiście, nie ma w tym nic nagannego, szczegółowe dane nie każdemu się przecież przydadzą, jednak warto pamiętać, że prosta standardowa sekwencja (zapłodnienie ⇒zygota⇒zarodek⇒płód [koniecznie z kciukiem w ustach]⇒zaśliniony różowy bobas) bywa pełna niespodzianek. Niespodzianką czyhającą potencjalnie na samym początku zabawy może się okazać właśnie zaśniad.

Continue reading

Świątynia Szatana w obronie nauki (i praw reprodukcyjnych)

Materiały ze strony internetowej Świątyni Szatana

Środowiska naukowe od dłuższego już czasu wyrażają zaniepokojenie tą kwestią. Zaalarmowane głosy rozbrzmiewały wielokrotnie w prasie medycznej, bezskutecznie jednak. Otóż w świetle prawa lekarze w USA  zmuszani są do przekazywania pacjentkom bzdur (nasi medycy często robią to z własnej inicjatywy).

Ładnie wyraziła to na początku tego roku prof. R. Alta Charo w New England Journal of Medicine:

Nie jest zgodne z zasadami etyki lekarskiej ani z jakimikolwiek poważnymi standardami opieki medycznej zmuszanie lekarzy do udzielania pacjentom stronniczych porad i nieścisłych, niepełnych informacji pod przykrywką tzw. „świadomej zgody”, jednak 33 stany wprowadziły normy prawne to właśnie wymuszające – rzekomo po to, by pomóc kobietom uniknąć „syndromu poaborcyjnego”, zaburzenia nienotowanego przez Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, APA) i powszechnie uznawanego za bzdurę co najmniej od czasów C. Everetta Koopa, naczelnego lekarza prezydenta Raegana. A jednak sąd federalny utrzymał niedawno wymóg, by lekarze utrzymywali – niezgodnie z prawdą – jakoby aborcje prowadziły do samobójstw podpierając się „ustaleniami prawnymi” i badaniem, które było na tyle wadliwe, że wydawcy czasopisma, które je opublikowało zmuszeni byli napisać, że jego „analiza nie wspiera powziętych wniosków”. Podobnie pozostałe zapisy „świadomej zgody” wymagają, by lekarze informowali pacjentki – znów kłamliwie – że aborcja wywołuje raka piersi.

Jednocześnie rosnąca liczba stanów zaczyna utrzymywać, że niepodważalne dowody wykazują, iż płód zdolny jest do odczuwania bólu już w 18 tygodniu od zapłodnienia, choć przecież niezbędne do odczuwania struktury nerwowe nie są jeszcze  na tym etapie ciąży wykształcone, a najnowsze ściśle weryfikowane dane zgodnie ze stanowiskiem ACOG (American Congress of Obstetricians and Gynecologists) pokazują, że odczuwanie przez płód bólu nie jest możliwe przed trzecim trymestrem. Dane naukowe nie powstrzymały polityków przed zadeklarowaniem czegoś diametralnie innego i wprowadzeniem wymogu, by w instytucjach świadczących usługi aborcyjne dostępne było również znieczulenie płodu (tym samym doprowadzając do zamknięcia części klinik, które nie zdołały zapewnić takiej możliwości) czy stawianiem postulatów delegalizacji aborcji z początkiem drugiego trymestru.

(…) Prawodawcy i sądy manipulują też danymi medycznymi, by uzasadniać wymóg dodatkowych interwencji medycznych (takich jak USG zwykłe i przezpochwowe) – także wtedy, gdy są one z punktu widzenia medycyny zbędne – licząc, że obrazy uzyskane w ten sposób mogą skłonić kobiety do rezygnacji z zabiegu. Tymczasem wytyczne AIUM (American Institute of Ultrasound in Medicine) jasno stwierdzają, że procedury te winny być wykonywane wyłącznie w razie rzeczywistej, medycznie uzasadnionej potrzeby, co jest deklaracją wspieraną również przez ACOG. Według żadnych też norm etyki medycznej nie jest czymś właściwym zmuszanie lekarzy do wywoływania u pacjentów zbędnego stresu i sprawiania im niepotrzebnego bólu (także emocjonalnego).

Continue reading

Dzieciątko pod sercem potargał wiatr

Fragment lekarskiej „deklaracji wiary”

Sprawa ujawnionej na łonie naszego systemu opieki zdrowotnej sekty wyznawców świętości narządów płciowych („człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim„) nieco przygasła, nieco wyciszyła się, choć nie została przecież – jak kto zazwyczaj bywało – z fatalizmem przyjęta przez społeczeństwo przyzwyczajane usilnie, że dobre samopoczucie i spokój moralny lekarzy/pielęgniarek/położnych stoi dalece ponad zaspokojeniem potrzeb zdrowotnych maluczkich. Trzeba przyznać, że niemałą zasługę w podtrzymywaniu zainteresowania awanturą mieli sami arcykatoliccy zainteresowani.

Gdy minęła pierwsza wrzawa i deklaracja wyższości boskiego nad ludzkim, przewagi Kościoła nad pracodawcą i głosu wewnętrznego nad dobrem pacjenta już, już miała podzielić los innych atrakcji spod szyldu sezonu ogórkowego (Polacy, a zwłaszcza Polki, wszak i bez podobnych deklaracji wiedzą, że upodobania światopoglądowe lekarzy bywają ważniejsze niż potrzeby klientów, także – złośliwcy powiedzieliby, że szczególnie – w placówkach publicznych), manifest lekarski na łamy prasy przywrócił Jacek Norkowski, dominikanin, absolwent Akademii Medycznej w Poznaniu, klarując, iż transplantologia to barbarzyństwo motywowane wielkimi pieniędzmi, koncepcja śmierci mózgowej jest z gruntu fałszywa, a pobieranie narządów od pacjentów w rzeczonym stanie się znajdujących to zwykłe zabójstwo. Nagle okazało się, że katolicka deklaracja wiary to nie tylko sprzeciw względem aborcji i antykoncepcji, że pod tą metką mogą się kryć zjawiska dalece bardziej niepokojące.

Continue reading