Badania z poślizgiem

aaa1Okres świąteczny tradycyjnie już wiąże się z serią specjalnych zazwyczaj nieco humorystycznych artykułów w czasopiśmie British Medical Journal. Były już teksty o poszukiwaniu świątecznego nastroju w rezonansie magnetycznym, o tym w jakim tempie porusza się Ponury Żniwiarz czy o spożyciu czekolady na oddziałach szpitalnych bądź kawy przez przedstawicieli/lki różnych specjalizacji medycznych. W tym roku jeden z tekstów numeru świątecznego zbliżył się mocno do tematyki poruszanej na patologach, a że dotyczył pewnego przypadku kostniakomięsaka, nowotworu, który – po komentarzach sądząc – budzi niemałe zainteresowanie czytających, pomyślałam, że mały skok w bok z listy zaplanowanych notek nam nie zaszkodzi.

Continue reading

Rak kominiarzy i przędzalników, czyli Percivall Pott w krainie epidemiologii

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3e/Chimney_sweep%27s_cancer_Wellcome_L0062113.jpg

Rak kominiarzy, Horace Benge Dobell, dziewiętnastowieczna akwarela przedstawiająca raka moszny (ta wielka czarna guzowata zmiana), CC BY 4.0, http://wellcomeimages.org/indexplus/image/L0062113.html

Choroby zawodowe z grubsza wszyscy zapewne kojarzą. Pylice chociażby. Zespół wibracyjny. Nauczycielskie choroby krtani. Guzki śpiewacze. Niektóre nowotwory. Ha, nowotwory pewnie akurat nie są tu czymś, co w pierwszej chwili przychodzi na myśl, wystarczy jednak wspomnieć chociażby międzybłoniaka opłucnej powszechnie chyba wiązanego z narażeniem na kontakt z azbestem. A międzybłoniak wcale przecież repertuaru nowotworów złośliwych wiązanych z wykonywaną pracą nie wyczerpuje.

Guza, który widnieje na akwarelce po lewej (chodzi o to czarne owrzodzenie), dzisiaj raczej już na listach chorób zawodowych się nie uświadczy (chociaż takie założenia niekiedy mogą się okazać cokolwiek nabyt optymistyczne), ale był on swego rodzaju kamieniem milowym w historii tychże – mówi się o nim jako o pierwszym opisanym “nowotworze zawodowym”.

Continue reading

Jedwab i przywry, czyli higiena na Jedwabnym Szlaku

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6f/Caravane_sur_la_Route_de_la_soie_-_Atlas_catalan.jpg

Karawana na Jedwabnym Szlaku, 1380, Cresques Abraham, Atlas catalan, domena publiczna, Wikipedia

“Kiedy myślimy o Jedwabnym Szlaku, nasuwają się nam romantyczne skojarzenia, obrazy wielbłądów sunących przez wydmy w rytmie arabskich nut, złote kopuły świątyń w tle, fatamorgany, palące słońce i ośnieżone szczyty Hindukuszu (…). I jeszcze ten jedwab: lekki, ulotny, luksusowy, bezcenny. Tajemniczy. Legenda, utrwalona w poematach, wierszach i na obrazach.

(…) Od początku istnienia szlaku, czyli od ok. III w. p.n.e., do XVII w. to miasto (przyp. mój – Samarkanda) stanowiło centrum szlaku, jeden z jego najważniejszych punktów. Z Chin, z miasta Xi’an, dawnej stolicy imperium, płynęły do Europy najróżniejsze dobra: papier, porcelana, herbata, przyprawy, zioła, perfumy oraz – rzecz jasna – sam jedwab, którego produkcja była pilnie strzeżoną tajemnicą.” [“Może (morze) wróci”, B. Sabela, wyd. Bezdroża 2013, str. 46]

Jedwabny Szlak, główna trasa, Captain Blood, CC BY-SA 3.0, Wikipedia

O Jedwabnym Szlaku rzeczywiście słyszał chyba każdy i nawet jeśli wiedza o nim jest często raczej fragmentaryczna (nie wszyscy z nas mogą być historykami czy archeologami w końcu), na pewno w wyobrażeniach czają się piaski, karawany, wielbłądy i jedwab. Malownicze krajobrazy. Zapach przypraw. Egzotyka. No ale też egzotyka to nie tylko ładne obrazki i malownicze widoki przecież. Chociaż malowniczości może akurat i tym bardziej patologom bliskim aspektom egzotycznych wypraw nie sposób w pewnym sensie odmówić. Tak, słusznie się domyślacie. Patolodzy nieco poszerzą wachlarz skojarzeń krążących wokół Jedwabnego Szlaku. Bo skoro dalekie podróże, to i – pardon le mot – latryny. Skoro latryny, to i ich zawartość. Skoro zawartość latryn, to… No ok. Powiedzmy to jasno. Zawartość latryn bywa niekoniecznie sterylna. A stąd już blisko do rozmaitych patologii. Patologie zaś to nasz chleb powszedni. Continue reading

Opuść warkocz, Roszpunko

aaa

Medyk aplikuje bezoar ofierze otrucia, Johannis de Cuba Ortus Sanitatus Strasbourg, 1483

Czy słyszeliście kiedyś o bezoarach? W jakiejś książce? Filmie? Na lekcji historii? Nie? Naprawmy bezzwłocznie to skandaliczne niedopatrzenie.

Harry przeskoczył ponad niskim stołem i pobiegł w stronę otwartego zestawu do warzenia eliksirów Slughorna, wyrzucając z niego słoiki i woreczki, podczas gdy potworny, gulgoczący dźwięk oddechu Rona wypełniał pokój. W końcu znalazł – zeschnięty, przypominający nerkę kamień, który Slughorn odebrał mu w czasie lekcji Eliksirów. Popędził z powrotem w stronę Rona, szarpnięciem otworzył jego usta i wepchnął do nich bezoar.

To szósty tom opowieści o Harrym Potterze (Harry Potter i Książę Półkrwi) J.K. Rowling. Zatruty miód wypity przez przyjaciela głównego bohatera nieomalże doprowadził do tragedii, na szczęście sytuację uratował bezoar.

Harry Potter wydaje się wam nazbyt niepoważnym źródłem? Sapkowski wymieniający bezoary pośród wyposażenia pracowni alchemicznych pewnie też? Nie ma sprawy. Może zatem Benedykt Chmielowski, autor Nowych Aten, pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej? “BEZOAR jest słowo Hebrajskie, sonat jedno co i te słowa: veneni Dominus, że kamień ten przeciwko wszelkim pollet truciznom. (…) ten kamień rodzi się w żołądku Kóz Perskich, Indyjskich i Moluckich i w Peru. Cnota jego ta najchwalebniejsza, że wszelką wyprowadza truciznę i na nie pomaga“. A może Marcin Siennicki, krakowski medyk żyjący w XVI wieku?

Continue reading

Pamiętajmy o wieszakach

Sprzeciw przeciwko zaostrzeniu (tu prawniczy komentarz do projektu, tu oryginał i uzasadnienie, tu odpowiedź na uwagi projektodawców) i tak już restrykcyjnej obowiązującej w Polsce ustawy antyaborcyjnej rozlał się szeroką falą tak po mediach, jak i po ulicach. Po głosach poparcia dla proponowanych zmian (obecnie – co byłoby zabawne, gdyby nie poważny w końcu temat – ostrożnie wycofywanych) ze strony tak szefowej rządu, jak i szefa partii rządzącej podniosło się w społeczeństwie niejakie oburzenie; nie wszystkim – widać – odpowiada perspektywa Polski jako drugiego Salwadoru (jeśli nie podoba wam się źródło, pszę bardzo – tu jest inne). Nastąpił wysyp znakomitych niekiedy tekstów (nie dam rady zalinkować wszystkich) punktujących co bardziej drastyczne aspekty projektu, ludzie wylegli na ulice i organizują się w sieci. Jednym z akcentów szczególnie prawdopodobnie zwracających podczas ostatnich demonstracji uwagę były wieszaki.

aaa

Niedzielne (03.04.2016r.) protesty i wieszaki; fot. Tomasz Godryk Marcinkowski

Wieszak jest symbolem w Polsce dużo mniej oczywistym, niźli w Stanach Zjednoczonych. Podobno w Polsce na myśl o nielegalnej niebezpiecznej aborcji przed oczyma stają raczej szydełka czy druty do robótek (tak, takie do “robienia na drutach”) – trudno mi rzecz zweryfikować, u nas zresztą historia legalizacji aborcji toczyła się nieco inaczej niż w USA, ale i w Polsce w końcu wieszaki wyszły na ulice.

Continue reading

A co to takie włochate?

An external file that holds a picture, illustration, etc. Object name is gr1.jpg

Komórki białaczki włochatokomórkowej; CC BY-NC-ND 4.0 http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4382572/

Jak wam się podobają postrzępione “fryzurki” białych krwinek z powyższych fotografii? Te włochate maleństwa (czerwonawe plamy obok nich to czerwone krwinki, ok. 7µm) to zmienione nowotworowo limfocyty B,  a nowotwór, który je tak ubogacił, to białaczka włochatokomórkowa, HCL (ang. hairy cell leukemia).

aaa

Komórki białaczki włochatokomórkowej; Brown Medical School, http://www.brown.edu/Courses/Digital_Path/systemic_path/EM/Dr.Kessimian/Kessimian.html

Białaczki nie gościły jeszcze u patologów, więc zapewne należy się wam parę słów wyjaśnienia. Otóż białaczka jest, i owszem, nowotworem, nowotworem jednak o tyle odmiennym od dotychczas u patologów spotykanych, że procesy rozrostowe dotyczą tu układu krwiotwórczego i limfatycznego. Sprawę może dodatkowo komplikować fakt, że niektóre białaczki będą się klasyfikacyjnie częściowo pokrywać z chłoniakami (na blogu gościł już swego czasu chłoniak Burkitta), nowotworami złośliwymi tkanki limfatycznej, w przypadku których możemy mieć do czynienia z cechami tak chłoniaka, jak i białaczki, zależnie od stopnia zajęcia tkanek obwodowych (węzły chłonne, śledziona, etc) i szpiku kostnego. No ale nie to nas dzisiaj przede wszystkim będzie zajmować. Dziś, myślę, gwoli wprowadzenia w temat wystarczy nam wiedza, że białaczek mamy wiele i że dzielimy je (poza prostym podziałem ostre/przewlekłe) przede wszystkim według typu komórek, które rozrastają się nowotworowo i etapu dojrzewania, któremu rzeczone odpowiadają – w końcu proces dojrzewania krwinek obejmuje liczne kolejne stadia i na każdym coś może pójść nie tak.

Continue reading

Reumatyczne gąsieniczki

aaa

Gąsienica Papilio polyxenes, motyla z rodziny paziowatych; CC BY-NC-ND 2, https://www.flickr.com/photos/vickisnature/21783048786/

Ostatnią noteczkę (o ciąży pozamacicznej) zgodnie uznaliście za nieco przygnębiającą, zatem obiecałam tym razem coś weselszego. Ewentualnych zaniepokojonych uspokajam – mam sporo materiału na wiele jeszcze przygnębiających tekstów, ale mogą przecież poczekać. Coś wesołego zatem na początek roku. A cóż może być w końcu weselszego niż mała tłuściutka gąsieniczka? No dobrze, mógłby być jeszcze kotek, ale kotki zostawię na kolejną okazję.

Pośród rozlicznych patologicznych metafor i porównań swoje miejsce znalazły także gąsieniczki. Komórki gąsienicowate tudzież gąsieniczkowate otóż, zwane też komórkami Aniczkowa (niekiedy można się spotkać z zapisem Anitschkowa), należą do absolutnej klasyki patomorfologii, choć może nie cieszą się na co dzień zainteresowaniem podobnym do tego, jakim darzy się patologię nowotworów.

Continue reading