Przełyk Barretta, czyli bez paniki, ale…

Niezwykle niedawno głośna relacja z antyszczepionkowo-altmedowej konferencji „Szczepienia XXI wieku” (konferencji, która zresztą pierwotnie miała odbywać się dzięki zaproszeniu jednego z posłów Kukiz’15 w Sejmie, szczęśliwie jednak ostatecznie przeniesiona została w miejsce nieco mniej prominentne) przyciągała uwagę głównie głoszonymi podczas spotkania bredniami dotyczącymi szczepień ochronnych. Trudno się rozgłosowi dziwić – nawet pośród generalnie przecież antynaukowo i antymedycznie usposobionych środowisk antyszczepionkowych nieczęsto zdarza się słyszeć historie o tym, jak to szczepionki służą potajemnej cyborgizacji społeczeństwa (tak, wszyscy jesteśmy cyborgami!), a jedną z przyczyn ich zabójczego działania jest smutny fakt, iż zbrodniczy producenci świadomie i celowo używają podczas produkcji azjatyckich “toksycznych ścieków z odpadów przemysłowych”, jednak skupianie się na antywackowych mądrościach nie powinno sprawiać, że umkną nam sprzed oczu szkodliwe kłamstwa z innych dziedzin, a i tych niemało się podczas spotkania pojawiło. I nawet nie chodzi tylko o pediatrię czy o choroby zakaźne bądź mikrobiologię, choć to tematy szczególnie przez gremia proepidemiczne lubiane. Pośród radosnej tfurczości prelegentów pojawiły się także kwestie leżące bezpośrednio w centrum uwagi patomorfologii, na tyle istotne – co więcej – kwestie, że prelegenckie łgarstwa mogą mieć naprawdę nieciekawe konsekwencje.

…jestem niby lekarzem POZ-u, ale moje główne leczenie to choroby nieuleczalne i nowotwory (…) Trzy tygodnie temu gość dzwonił (…) miał pół roku temu, jak do mnie przyszedł, przełyk Barretta; no to powiedziałem mu i jego synowi – “Wiesz, pomagamy ojcu godnie umrzeć”. No bo to nie ma szans. Przełyk Barretta, czyli rak przełyku to jest 100% zgon. Tylko operacja była – bo już nie mógł nic przełykać – żeby mógł przełykać. Po pół roku suplementacji nie ma – w PET jest czysto.

 

Continue reading

Advertisements

To skomplikowane, czyli co zabija chorych na raka płuc

Kijankowata komórka raka płaskonabłonkowego płuc; F D’Aleo, M Maisano i G Albonico; https://www.flickr.com/photos/pulmonary_pathology/6327961626, CC BY-SA 2.0

Walcząc z dłuższym nieco i wymagającym skupienia tekstem, pomyślałam, że może w czasie pracy nad nim, na jego marginesie niejako, mogłabym wypuścić szybką noteczkę, mniejszą może, ale za to odpowiadającą na często wyrażane w różnych dyskusjach wątpliwości. Niejednokrotnie w rozmowach czy to ze znajomymi na żywo, czy gdzieś w internecie, stykałam się z pytaniem – na co właściwie umierają chorzy na różnorakie nowotwory, co konkretnie zabija chorych na takiego czy innego raka? I cóż, nic dziwnego, że najbardziej zgodne z prawdą odpowiedzi typu “to skomplikowane” albo “bardzo wiele różnych rzeczy” niekoniecznie okazują się satysfakcjonujące.

Continue reading

Panie doktorze, to nie rak

Powtarzam często tak na blogu, jak i na fanpejdżu – choć każdy rak jest nowotworem złośliwym, bynajmniej nie każdy nowotwór złośliwy jest rakiem. Rakami nazywamy wyłącznie nowotwory złośliwe wywodzące się z tkanek nabłonkowych, mogą się zatem rozwinąć raki z będącego przecież odmianą nabłonka pokrywającego naszą skórę naskórka i jego tworów, mogą z nabłonka wyścielającego przewód pokarmowy, drogi moczowe czy oddechowe, mogą wreszcie z komórek nabłonkowych budujących wątrobę, trzustkę czy gruczoł piersiowy. Różne typy nabłonków dadzą początek różnym typom raków, stąd inaczej wyglądać i inaczej zachowywać będą się raki płaskonabłonkowe, inaczej – raki gruczołowe zwane gruczolakorakami (w odróżnieniu od łagodnych gruczolaków), jeszcze inaczej wreszcie chociażby raki przejściowokomórkowe powstające z nabłonka przejściowego nazywanego urotelialnym, którym wysłane są drogi moczowe.

Pierwotny czerniak oskrzela; CC BY 4.0, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4573480/

Ale raki bynajmniej nie wyczerpują potencjału onkologicznego większości naszych narządów, a wiadomość, że dany guz rakiem nie jest, naprawdę niekoniecznie jeszcze jest wiadomością radosną. Weźmy takie płuca chociażby. Poza rakami płuc czy to gruczołowym, czy płaskonabłonkowym, czy innymi, mogą się w płucach rozwinąć także mięsaki – ot, mięśniakomięsak gładkokomórkowy, leiomyosarcoma, na przykład – w końcu tak drzewo oskrzelowe, jak i okoliczne naczynia tętnicze zaopatrzone są w warstwę tkanki mięśniowej. Z nowotworzącej mięśniówki nie powstanie rak, a mięsak. Podobnie z chrząstki, by daleko nie odwędrowywać. Chrzęstniakomięsak płuc nie jest nowotworem częstym, to jednak nie oznacza, że nie może się komuś przytrafić. Również w tę okolicę mogą zbłądzić komórki barwnikotwórcze, dając początek pierwotnym czerniakom płuc, które też wszak do raków zaliczane nie są. Z okolicznej tkanki limfatycznej wreszcie także nie rozwiną się raki – tu (przy odrobinie pecha oczywiście) będą powstawać chłoniaki. Wachlarz możliwości jest naprawdę szeroki.

Continue reading

Bliskie spotkania z baronem Münchausenem

Gustave Doré, ilustracja przedstawiająca tytułowego barona; domena publiczna, za Wikipedią

Patomorfologia rzadko styka się z psychiatrią. Nie mówię oczywiście o kontaktach towarzyskich czy rodzinnych, nie mówię nawet o relacjach zawodowych, w końcu i patolodzy niekiedy mierzą się z problemami natury psychiatrycznej, i psychiatrzy czasami pozbywają się podejrzanych fragmentów swego psychiatrycznego ciała, jednak z chorobami, którymi zazwyczaj zajmuje się psychiatria mamy do czynienia w pracy nieprzesadnie często. OK, schorzenia na styku psychiatrii i neurologii, guzy mózgu, choroby neurodegeneracyjne czy otępienne, etc, ale to raczej obrzeża pracy większości spośród nas – neuropatologia to nisza wewnątrz niszy. Nasze szkiełka i oczy zazwyczaj zajmują się nieco odmiennymi obszarami.

Continue reading

Mój potworniak ma raka, czyli gdzie z tą tarczycą, poczwaro

Zębaty potworniak jajnika z zalotnym loczkiem; fot. Chandra Krishnan, https://www.flickr.com/photos/ckrishnan/4323525348/

Potworniaki nieodmiennie was fascynują. I jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że przede wszystkim pociągają was te najklasyczniejsze z klasycznych, zaopatrzone w garnitur lśniących zębów, z zalotnym loczkiem, a niekiedy i błyskiem nieomalże intelektu w postaci fragmentów mózgu, ale nie idźmy na łatwiznę. Bynajmniej nie są to przecież jedyne interesujące rzeczy, które można w potworniakach odnaleźć.

By jednak nie zagalopować się nadmiernie, zacznijmy może od podstaw, zjawisko bowiem już z samych pierwszych zdań może się wydawać nieco onieśmielające. Jakieś zęby, jakieś loczki, jakieś mózgi. Cóż to za poczwara? Że nowotwór, pewnie pamiętacie. W końcu potworniaki już się przez patologów i na fejsie, i przez niektóre teksty przewijały. Że nowotwór dość szczególny, to już po tych wszystkich loczkach, mózgach czy całych wręcz małych homunkulusach (nie do odróżnienia niekiedy nieomalże od “płodów w płodach”) pewnie też się sami/e domyślacie. Ale dlaczego to wszystko tak… ekscentrycznie się prezentuje?

Continue reading

Przez szyjkę do serca

Zdrowe komórki nabłonka płaskiego w preparacie cytologicznym; Manuel Medina, domena publiczna, https://www.flickr.com/photos/97815254@N06/9267491802/

Zgodnie z powszechnie na fejsbuczku znaną maksymą, wedle której kryzysy w social mediach wybuchają w weekendy ostatni weekend upłynął dość burzliwie, a nawałnica szalała pod znakiem badań przesiewowych. Cytologia ginekologiczna – bo to o tej formie profilaktyki mowa – gościła na tysiącach (tak, tysiącach, mówimy o ponad pięciu tysiącach udostępnień) zarówno profili osób prywatnych, jak i grup czy stron aktywistycznych bądź celebryckich, rzecz pociągnęły środowiska artystyczne i portale informacyjne. Cytologia była nieomalże wszędzie. I byłaby to świetna sprawa – dobrze gdy głośno jest o profilaktyce w kraju, w którym na badania przesiewowe zgłasza się tak niewiele spośród zapraszanych na nie pacjentek, gdyby nie to, że podstawowe założenie awantury nieco rozmijało się z prawdą.

Continue reading

Badania z poślizgiem

aaa1Okres świąteczny tradycyjnie już wiąże się z serią specjalnych zazwyczaj nieco humorystycznych artykułów w czasopiśmie British Medical Journal. Były już teksty o poszukiwaniu świątecznego nastroju w rezonansie magnetycznym, o tym w jakim tempie porusza się Ponury Żniwiarz czy o spożyciu czekolady na oddziałach szpitalnych bądź kawy przez przedstawicieli/lki różnych specjalizacji medycznych. W tym roku jeden z tekstów numeru świątecznego zbliżył się mocno do tematyki poruszanej na patologach, a że dotyczył pewnego przypadku kostniakomięsaka, nowotworu, który – po komentarzach sądząc – budzi niemałe zainteresowanie czytających, pomyślałam, że mały skok w bok z listy zaplanowanych notek nam nie zaszkodzi.

Continue reading