Lotosowe szaleństwo

Kwiat lotosu Nelumbo nucifera; Peripitus, CC BY-SA 4.0, https://en.wikipedia.org/wiki/Nelumbo

O porodach lotosowych usłyszałam po raz pierwszy niecałą dekadę temu. Opisywana w lokalnej prasie historia pary, która – powołując się na swoje przekonania religijne – nie wyraziła zgody na przecięcie pępowiny po narodzinach syna, zwróciła moją uwagę i wciągnęła w temat. Zaskoczony ordynator byłby może nawet skłonny zaakceptować ekscentryczne żądania rodziców, sytuacja jednak nieco się skomplikowała. Zaniepokojona ryzykiem infekcji ekipa medyczna nie zdołała mimo pomocy psychiatrów skłonić rodziców malucha do wyrażenia zgody na procedurę. Rzecz ostatecznie trafiła w trybie pilnym do sądu rodzinnego, który nakazał lekarzom wykonanie zabiegu wbrew woli rodziców – nic w tym w sumie dziwnego, zwłaszcza że podwyższony poziom białych krwinek noworodka niejako wspierał obawy zespołu szpitalnego.  Ostatecznie pępowinę odcięto 13 godzin po porodzie – decyzja sądu przełamała opór opiekunów. Skąd upór pary? Tygodnik Zamojski cytował ich wypowiedzi: Jeżeli pępowina jest odcinana zaraz po porodzie, to dusza musi gwałtownie opuścić łożysko. My pozwoliliśmy jej na łagodniejsze przejście. To argument powtarzający się często na stronach propagujących podobne praktyki. Ale moment, wróćmy do samego łożyska. A właściwie do popłodu.

Continue reading

Advertisements

Bez serc, bez głowy

Niby powinno być bez ducha, ale też parokrotnie już ustaliliśmy, że kwestie ducha to może jednak niekoniecznie tutaj, poprzestańmy zatem na głowie, jako elemencie nieco bardziej zazwyczaj namacalnym.

Prawdopodobnie kojarzycie cytat źródłowy, mało komu w końcu udało się uniknąć na pewnym etapie życia kontaktu z Odą do młodości. Bez obaw – nie płazem w skorupie bynajmniej dziś się będziemy zajmować, i nie polskim romantyzmem, jakkolwiek rzecz – w istocie – dotyczy młodych. A nawet bardzo młodych. Owszem, znów patologia ciąży na tapecie.

Ocena makroskopowa materiału tkankowego po poronieniu zazwyczaj jest zadaniem stosunkowo mało wymagającym. Nie piszę o “materiale tkankowym”, by zabrzmieć brutalnie tudzież by “odczłowieczać” potencjalnie znajdowalne w takim materiale dzieciątka (choć takie niekiedy zarzuty padają przy próbach trzymania się terminologii medycznej w dyskusjach publicznych). To, co najczęściej trafia do patologów, zazwyczaj wcale ciał tychże nie zawiera bądź też są one na tyle drobne (lub rozfragmentowane), że giną nam z oczu podczas obróbki. Zwykle mamy do czynienia z kilkudziestoma mililitrami skrzepów, kawałków błony śluzowej wyścielającej jamę macicy (w tym błony śluzowej doczesnowo przebudowanej wskutek ciążowych zmian hormonalnych) oraz fragmentów tego, czego szukamy najintensywniej, czyli strzępków jaja płodowego, których to obecność jednoznacznie potwierdza nam, że ciąża rzeczywiście była i że była umiejscowiona w jamie macicy – tam, gdzie powinna. Opis makroskopowy przeważnie jest raczej lakoniczny. “Dość skąpe (bądź dość obfite) wyskrobiny. Skrzepy oraz błoniaste i gąbczaste fragmenty tkankowe”. To gąbczaste to właśnie jajo płodowe, czyli fragmenty kosmków nie do końca jeszcze zazwyczaj na tym etapie dojrzałego łożyska. Rzadziej pojawiają się wzmianki o fragmentach tkanek zarodkowych czy płodowych, o elementach ciała płodu, etc.

Continue reading