Mój potworniak ma raka, czyli gdzie z tą tarczycą, poczwaro

Zębaty potworniak jajnika z zalotnym loczkiem; fot. Chandra Krishnan, https://www.flickr.com/photos/ckrishnan/4323525348/

Potworniaki nieodmiennie was fascynują. I jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że przede wszystkim pociągają was te najklasyczniejsze z klasycznych, zaopatrzone w garnitur lśniących zębów, z zalotnym loczkiem, a niekiedy i błyskiem nieomalże intelektu w postaci fragmentów mózgu, ale nie idźmy na łatwiznę. Bynajmniej nie są to przecież jedyne interesujące rzeczy, które można w potworniakach odnaleźć.

By jednak nie zagalopować się nadmiernie, zacznijmy może od podstaw, zjawisko bowiem już z samych pierwszych zdań może się wydawać nieco onieśmielające. Jakieś zęby, jakieś loczki, jakieś mózgi. Cóż to za poczwara? Że nowotwór, pewnie pamiętacie. W końcu potworniaki już się przez patologów i na fejsie, i przez niektóre teksty przewijały. Że nowotwór dość szczególny, to już po tych wszystkich loczkach, mózgach czy całych wręcz małych homunkulusach (nie do odróżnienia niekiedy nieomalże od “płodów w płodach”) pewnie też się sami/e domyślacie. Ale dlaczego to wszystko tak… ekscentrycznie się prezentuje?

Continue reading

Czy te usta mogą kłamać?

Być może zetknęliście się już kiedyś z powiedzeniem, że co się zobaczyło, tego już się nie “odzobaczy”. Niektórych widoków rzeczywiście czasem niełatwo pozbyć się z pamięci. I tak, to co słusznie wydaje się wam, że widzicie na sąsiedniej fotografii, dodatkowe usta, to prawdopodobnie właśnie widok z kategorii tych bardziej zapadających w pamięć.

By rozwiać ewentualne wątpliwości – nie, Patolodzy nie zmieniają formuły bloga, ilustracja nie jest wynikiem zabaw z fotoszopem, nie jest też kadrem z żadnego podejrzanego filmu. To wyimek z artykułu, na który wpadłam, poszukując fotografii do planowanej notki o potworniakach. A skoro już nań trafiłam, nie mogłam się nie podzielić – w końcu taka właśnie intencja, dzielenie się ciekawostkami okołonaukowymi, zwłaszcza medycznymi (ze szczególnym uwzględnieniem patologii), przyświecała powstaniu tego miejsca.

Continue reading

Co zabiło niedźwiadka?

Młody niedźwiadek Knut w berlińskim ZOO (2007); CC BY-SA 2.0; Wikipedia

Patolodzy nieczęsto trafiają na medialne salony, a i choć patologom na klatce niekiedy zdarza się zbaczać w kierunku co bardziej aktualnych zagadnień czy wydarzeń z pogranicza medycyny i ideologii, zazwyczaj tematyka bloga jest nieco bardziej hmmm… powiedzmy – kameralna. Niekiedy jednak w mediach zdarza się zaistnieć sprawom klasycznie patologicznym. Do takich nietypowych sytuacji można chyba zaliczyć przypadek niedźwiadka Knuta z berlińskiego ZOO, prawdziwego niedźwiedziego celebryty.

Knut w styczniu 2011;CC BY-SA 3.0; Wikipedia

Knut był niedźwiedziem polarnym i maskotką całego ogrodu zoologicznego odwiedzaną tłumnie przez turystów. Nic dziwnego, że gdy w marcu 2011 roku niespodziewanie w przebiegu napadu drgawkowego wpadł do swojego basenu i utonął, o sprawie było naprawdę głośno. Obecnie przez chwilę jest głośno ponownie (choć, oczywiście, chory zwierzak zawsze przegra z najświeższymi przepychankami politycznymi) ze względu na przyczynę zgonu postulowaną przez badaczy z Niemieckiego Centrum Chorób Neurodegeneracyjnych oraz Instytutu Badań nad Dzikimi Zwierzętami w Berlinie. Pod koniec sierpnia otóż czasopismo Scientific Reports opublikowało pracę opisującą chorobę Knuta jako zapalenie mózgu z obecnością przeciwciał przeciwko receptorom NMDA (tak, wiem, brzmi cokolwiek skomplikowanie, ale może uda nam się coś z tym zrobić). Cóż za okazja dla patologów 🙂

Continue reading

Matrioszki, czyli płód w płodzie (fetus in fetu)

File:Russian-Matroshka2.jpg

Matrioszka; Wikipedia; Fanghong; CC BY-SA 3.0

Matrioszki to rosyjskie laleczki, wydrążone w środku, wypełnione coraz to mniejszymi wersjami samych siebie, kolejna włożona w kolejną.

Najświeższy taki przypadek opisano w prasie medycznej w lutym tego roku. Jeszcze wewnątrzmacicznie (w USG) u płodu płci żeńskiej rozpoznano guz przestrzeni zaotrzewnowej. Obawiano się miedzy innymi złośliwego nowotworu nadnercza, który to niejednokrotnie bywa wykrywany na tym właśnie etapie życia i jest jednym z najczęstszych nowotworów litych okresu dziecięcego, jednak wstępne badania laboratoryjne nie potwierdziły podejrzeń. Również wykonane u noworodka najpierw USG, potem badanie TK (tomografia komputerowa) nasuwały skojarzenia zgoła inne – pomiędzy śledzioną a lewą nerką noworodka znajdowały się dwa otoczone cienką torebką spoiste twory zawierające elementy kostne, w tym całkiem nieźle ukształtowane kręgosłupy i kości długie. Zmianę usunięto w końcu trzy tygodnie po urodzeniu, a badanie makro- i mikroskopowe ujawniło patologię zupełnie innej niż pierwotnie spodziewana natury. Rzecz okazała się zmianą typu fetus in fetu, czyli “płód (a w tym konkretnym przypadku – płody) w płodzie”, podczepioną zresztą do krwiobiegu operowanej dziewczynki (naczyniami tętniczymi odchodzącymi od aorty i lewej tętnicy nerkowej) i zaopatrzoną we własne łożysko.

Continue reading