Nie kłacz, gdy kaszlesz

Włosy w żołądku już były, włosy w drogach oddechowych to na patologach nowość

Kiedy siedemnastoletnia fryzjerka trafiła do szpitala z trwającym już drugi dzień krwiopluciem, nikt nie spodziewał się przyczyny za jej problemami stojącej. Dziewczyna wykaszlała z siebie w tym krótkim okresie mniej więcej pół szklanki krwi – to wystarczające w końcu zmartwienie, by nie szukać dalszych niespodzianek. Ale w medycynie zawsze warto się spodziewać hiszpańskiej inkwizycji.

Możecie sobie wyobrazić zaskoczenie personelu, gdy okazało się, że dziewczynie poza utraconą ostatnio krwią od pół roku już zdarzało się odkrztuszać też włosy i białawe kruche masy przypominające rozmokłą kredę. I nie, nikomu nie skarżyła się na te nietypowe objawy – założyła, że tego właśnie w branży fryzjerskiej można się spodziewać. Wiecie, praca z włosami w końcu. Poza tym nic nic więcej jej nie dolegało, zatem czym tu się kłopotać? Ot, kłaczek tu, kłaczek tam, trochę jak kotek. Khy, khy, khy, kłaczek, przepraszam.

Continue reading

Advertisements

Mój potworniak ma raka, czyli gdzie z tą tarczycą, poczwaro

Zębaty potworniak jajnika z zalotnym loczkiem; fot. Chandra Krishnan, https://www.flickr.com/photos/ckrishnan/4323525348/

Potworniaki nieodmiennie was fascynują. I jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że przede wszystkim pociągają was te najklasyczniejsze z klasycznych, zaopatrzone w garnitur lśniących zębów, z zalotnym loczkiem, a niekiedy i błyskiem nieomalże intelektu w postaci fragmentów mózgu, ale nie idźmy na łatwiznę. Bynajmniej nie są to przecież jedyne interesujące rzeczy, które można w potworniakach odnaleźć.

By jednak nie zagalopować się nadmiernie, zacznijmy może od podstaw, zjawisko bowiem już z samych pierwszych zdań może się wydawać nieco onieśmielające. Jakieś zęby, jakieś loczki, jakieś mózgi. Cóż to za poczwara? Że nowotwór, pewnie pamiętacie. W końcu potworniaki już się przez patologów i na fejsie, i przez niektóre teksty przewijały. Że nowotwór dość szczególny, to już po tych wszystkich loczkach, mózgach czy całych wręcz małych homunkulusach (nie do odróżnienia niekiedy nieomalże od “płodów w płodach”) pewnie też się sami/e domyślacie. Ale dlaczego to wszystko tak… ekscentrycznie się prezentuje?

Continue reading

Czy te usta mogą kłamać?

Być może zetknęliście się już kiedyś z powiedzeniem, że co się zobaczyło, tego już się nie “odzobaczy”. Niektórych widoków rzeczywiście czasem niełatwo pozbyć się z pamięci. I tak, to co słusznie wydaje się wam, że widzicie na sąsiedniej fotografii, dodatkowe usta, to prawdopodobnie właśnie widok z kategorii tych bardziej zapadających w pamięć.

By rozwiać ewentualne wątpliwości – nie, Patolodzy nie zmieniają formuły bloga, ilustracja nie jest wynikiem zabaw z fotoszopem, nie jest też kadrem z żadnego podejrzanego filmu. To wyimek z artykułu, na który wpadłam, poszukując fotografii do planowanej notki o potworniakach. A skoro już nań trafiłam, nie mogłam się nie podzielić – w końcu taka właśnie intencja, dzielenie się ciekawostkami okołonaukowymi, zwłaszcza medycznymi (ze szczególnym uwzględnieniem patologii), przyświecała powstaniu tego miejsca.

Continue reading

Co zabiło niedźwiadka?

Młody niedźwiadek Knut w berlińskim ZOO (2007); CC BY-SA 2.0; Wikipedia

Patolodzy nieczęsto trafiają na medialne salony, a i choć patologom na klatce niekiedy zdarza się zbaczać w kierunku co bardziej aktualnych zagadnień czy wydarzeń z pogranicza medycyny i ideologii, zazwyczaj tematyka bloga jest nieco bardziej hmmm… powiedzmy – kameralna. Niekiedy jednak w mediach zdarza się zaistnieć sprawom klasycznie patologicznym. Do takich nietypowych sytuacji można chyba zaliczyć przypadek niedźwiadka Knuta z berlińskiego ZOO, prawdziwego niedźwiedziego celebryty.

Knut w styczniu 2011;CC BY-SA 3.0; Wikipedia

Knut był niedźwiedziem polarnym i maskotką całego ogrodu zoologicznego odwiedzaną tłumnie przez turystów. Nic dziwnego, że gdy w marcu 2011 roku niespodziewanie w przebiegu napadu drgawkowego wpadł do swojego basenu i utonął, o sprawie było naprawdę głośno. Obecnie przez chwilę jest głośno ponownie (choć, oczywiście, chory zwierzak zawsze przegra z najświeższymi przepychankami politycznymi) ze względu na przyczynę zgonu postulowaną przez badaczy z Niemieckiego Centrum Chorób Neurodegeneracyjnych oraz Instytutu Badań nad Dzikimi Zwierzętami w Berlinie. Pod koniec sierpnia otóż czasopismo Scientific Reports opublikowało pracę opisującą chorobę Knuta jako zapalenie mózgu z obecnością przeciwciał przeciwko receptorom NMDA (tak, wiem, brzmi cokolwiek skomplikowanie, ale może uda nam się coś z tym zrobić). Cóż za okazja dla patologów 🙂

Continue reading

Matrioszki, czyli płód w płodzie (fetus in fetu)

File:Russian-Matroshka2.jpg

Matrioszka; Wikipedia; Fanghong; CC BY-SA 3.0

Matrioszki to rosyjskie laleczki, wydrążone w środku, wypełnione coraz to mniejszymi wersjami samych siebie, kolejna włożona w kolejną.

Najświeższy taki przypadek opisano w prasie medycznej w lutym tego roku. Jeszcze wewnątrzmacicznie (w USG) u płodu płci żeńskiej rozpoznano guz przestrzeni zaotrzewnowej. Obawiano się miedzy innymi złośliwego nowotworu nadnercza, który to niejednokrotnie bywa wykrywany na tym właśnie etapie życia i jest jednym z najczęstszych nowotworów litych okresu dziecięcego, jednak wstępne badania laboratoryjne nie potwierdziły podejrzeń. Również wykonane u noworodka najpierw USG, potem badanie TK (tomografia komputerowa) nasuwały skojarzenia zgoła inne – pomiędzy śledzioną a lewą nerką noworodka znajdowały się dwa otoczone cienką torebką spoiste twory zawierające elementy kostne, w tym całkiem nieźle ukształtowane kręgosłupy i kości długie. Zmianę usunięto w końcu trzy tygodnie po urodzeniu, a badanie makro- i mikroskopowe ujawniło patologię zupełnie innej niż pierwotnie spodziewana natury. Rzecz okazała się zmianą typu fetus in fetu, czyli “płód (a w tym konkretnym przypadku – płody) w płodzie”, podczepioną zresztą do krwiobiegu operowanej dziewczynki (naczyniami tętniczymi odchodzącymi od aorty i lewej tętnicy nerkowej) i zaopatrzoną we własne łożysko.

Continue reading