Prątkiem w raka, czyli co ma gruźlica do raka pęcherza

Jasnoróżowa chmurka ziarniniaka pośród ciemnofioletowych kropek limfocytów w pęcherzu moczowym; CoRus13, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:BCG-induced_granulomatous_cystitis,_very_high_mag.jpg

Siedzisz sobie spokojnie przy biurku, oglądasz pod mikroskopem kolejne preparaty, popijasz herbatę. Znamię. Banał, złożone, wycięte doszczętnie. Brodawka wirusowa. Nic nowego. Wyskrobiny z jamy macicy. Faza sekrecji, bez istotnych zmian. Wycinki z pęcherza moczowego. W pęcherzu zapalenie. I ziarniniaki. Zaraz, co tu robią te ziarniniaki? Rzut oka na skierowanie. Gdzie te dane kliniczne… Ach, to te małe literki tutaj… Pacjent po leczeniu raka pęcherza moczowego. No to żadna niespodzianka, że ziarniniaki. No ale nie dla was w końcu, wam nic to przecież nie mówi (ani mówić nie musi), zatrzymajmy się więc na chwilę i pochylmy nad ziarniniakami.

Continue reading

Advertisements

Rak w raku i przerzut w przerzucie

Przerzuty nowotworowe do gruczołu tarczowego nie są bardzo częste. Owszem, zdarzają się, bo też i w końcu tak jak każda właściwie tkanka potrafi nowotworzyć, tak i do każdej właściwie tkanki i do każdego narządu mogą zawędrować komórki przerzutowe w poszukiwaniu wygodnego gniazdka. No ale nie jest tarczyca wysoko na liście zajmowanych przez przerzuty lokalizacji. W badaniach sekcyjnych u chorych z zaawansowaną chorobą nowotworową znajduje się niejednokrotnie w gruczole tarczowym drobne przerzutowe ogniska, ale klinicznie istotne przerzuty nie są częste (to 0,2% złośliwych zmian gruczołu tarczowego – bezdyskusyjnie rządzą tu nowotwory pierwotne), jakkolwiek teoretycznie – jako narząd bardzo dobrze ukrwiony – powinien być on na takie niespodzianki całkiem podatny. A jednak nie bardzo. Cóż, nie zawsze nasze intuicje okazują się słuszne – stąd też warto najbardziej choćby i logiczne wnioski weryfikować badaniami. Co ciekawe, badania sugerują, że dużo chętniej zagnieżdżają się niepożądani goście w gruczołach już pierwotnie z różnych względów nieprawidłowych – zmienionych zapalnie, objętych wolem guzowatym czy obciążonych własnymi łagodnymi nowotworami – gruczolakami na przykład. Ot, ciekawostka trudna do wyjaśnienia. Może kiedyś komuś się uda.

Continue reading

Dwa kilo prostaty poproszę

Definicja właściwie jest prosta. Rozrost, z łaciny hyperplasia, to zwiększenie się liczby komórek danej tkanki czy narządu. Notorycznie mimo tego jest rozrost mylony – także przez osoby z wykształceniem medycznym – z przerostem, w ramach którego tkanka lub narząd zwiększają swoją objętość dzięki powiększaniu się pojedynczych komórek. Jasne, przerost i rozrost mogą ze sobą współistnieć, jednak nie są tym samym. Rozrost nie jest w naszych organizmach niczym niezwykłym, nie musi też sam w sobie być wcale patologią. Pod wpływem przemian hormonalnych regularnie fizjologicznym procesom rozrostowym ulega chociażby złuszczająca się później błona śluzowa wyścielająca jamę macicy. Ot, codzienność (w tym ostatnim przypadku właściwie comiesięczność).

Mięśniaki macicy potrafią być spore, choć nadal łagodne [zdjęcie z zaprzyjaźnionych zbiorów prywatnych]

Skąd te rozważania? Otóż niedawno goszcząca na stronie fejsbukowej patologów macica mięśniakowata, której usunięcie uwolniło pacjentkę od ponad czterech zbędnych kilogramów (nie, to naprawdę nie jest żaden rekord, naprawdę wielkie mięśniaki potrafią ważyć na przykład 27 kg), wzbudziła pośród tradycyjnych już komentarzy natury zarówno estetycznej, jak i medycznej, także uczucia nieco odmiennej natury. Pojawił się mianowicie głos domagający się równouprawnienia patologii. Jakiegoż to zmienionego chorobowo narządu mógłby się pozbyć mężczyzna, by osiągnąć równie spektakularny sukces w walce z nadmiarem kilogramów? Jakiż to ciężar mógłby z siebie zrzucić pan pragnący wywrzeć podobnie piorunujące wrażenie?

Continue reading

Zrób sobie test ciążowy, Krzysiu

Comic Con, panel dyskusyjny; od lewej kolejno odwrócony Zwierz Popkulturalny, Węglowy Szowinista, ja, To tylko Teoria

Zaczyna już poniekąd stawać się tradycją, że tekst miał być o czymś zupełnie innym, ale nie wyszło. To był bardzo długi miesiąc – trochę bardziej niż planowałam zaabsorbowały mnie przygotowania do Comic Conu (patokrówki, mam nadzieję, smakowały?), a teraz w dodatku przyczepiła się do mnie jakaś infekcja. Na zupełnie nowy długi tekst nie ma szans. Ale może uda się z czymś krótszym lub prostszym.

Taka na przykład legenda miejska, która miejską legendą wcale tak do końca nie jest. Przypomniała mi ją dziś jedna z czytelniczek, przy okazji krótkiej fejsbukowej opowiastki o raku pęcherzyków nasiennych (bardzo rzadki guz, bardzo ładne zdjęcie, zapraszam), pytając czy rzeczywiście nowotwory męskich narządów płciowych można wykryć przy pomocy testu ciążowego. Cóż. Tradycyjnie zaczęłam, tradycyjnie też zatem będę kontynuować – to skomplikowane.

Continue reading