Dwa kilo prostaty poproszę

Definicja właściwie jest prosta. Rozrost, z łaciny hyperplasia, to zwiększenie się liczby komórek danej tkanki czy narządu. Notorycznie mimo tego jest rozrost mylony – także przez osoby z wykształceniem medycznym – z przerostem, w ramach którego tkanka lub narząd zwiększają swoją objętość dzięki powiększaniu się pojedynczych komórek. Jasne, przerost i rozrost mogą ze sobą współistnieć, jednak nie są tym samym. Rozrost nie jest w naszych organizmach niczym niezwykłym, nie musi też sam w sobie być wcale patologią. Pod wpływem przemian hormonalnych regularnie fizjologicznym procesom rozrostowym ulega chociażby złuszczająca się później błona śluzowa wyścielająca jamę macicy. Ot, codzienność (w tym ostatnim przypadku właściwie comiesięczność).

Mięśniaki macicy potrafią być spore, choć nadal łagodne [zdjęcie z zaprzyjaźnionych zbiorów prywatnych]

Skąd te rozważania? Otóż niedawno goszcząca na stronie fejsbukowej patologów macica mięśniakowata, której usunięcie uwolniło pacjentkę od ponad czterech zbędnych kilogramów (nie, to naprawdę nie jest żaden rekord, naprawdę wielkie mięśniaki potrafią ważyć na przykład 27 kg), wzbudziła pośród tradycyjnych już komentarzy natury zarówno estetycznej, jak i medycznej, także uczucia nieco odmiennej natury. Pojawił się mianowicie głos domagający się równouprawnienia patologii. Jakiegoż to zmienionego chorobowo narządu mógłby się pozbyć mężczyzna, by osiągnąć równie spektakularny sukces w walce z nadmiarem kilogramów? Jakiż to ciężar mógłby z siebie zrzucić pan pragnący wywrzeć podobnie piorunujące wrażenie?

Continue reading

Advertisements

Zrób sobie test ciążowy, Krzysiu

Comic Con, panel dyskusyjny; od lewej kolejno odwrócony Zwierz Popkulturalny, Węglowy Szowinista, ja, To tylko Teoria

Zaczyna już poniekąd stawać się tradycją, że tekst miał być o czymś zupełnie innym, ale nie wyszło. To był bardzo długi miesiąc – trochę bardziej niż planowałam zaabsorbowały mnie przygotowania do Comic Conu (patokrówki, mam nadzieję, smakowały?), a teraz w dodatku przyczepiła się do mnie jakaś infekcja. Na zupełnie nowy długi tekst nie ma szans. Ale może uda się z czymś krótszym lub prostszym.

Taka na przykład legenda miejska, która miejską legendą wcale tak do końca nie jest. Przypomniała mi ją dziś jedna z czytelniczek, przy okazji krótkiej fejsbukowej opowiastki o raku pęcherzyków nasiennych (bardzo rzadki guz, bardzo ładne zdjęcie, zapraszam), pytając czy rzeczywiście nowotwory męskich narządów płciowych można wykryć przy pomocy testu ciążowego. Cóż. Tradycyjnie zaczęłam, tradycyjnie też zatem będę kontynuować – to skomplikowane.

Continue reading