Ale tego wija lepiej zostaw w spokoju

Jedzenie bezkręgowców nie wydaje się niczym ekstremalnym; jennifer durban, CC BY-NC 2.0, https://www.flickr.com/photos/durbanator/476296770/

Larwy mączników (o podobno lekko orzechowym smaku); Pengo, Wikipedia, https://en.wikipedia.org/wiki/Mealworm#/media/File:Mealworm_01_Pengo.jpg

Jedzenie bezkręgowców nie brzmi wcale jak sport ekstremalny – ślimaki, małże, krewetki. Nic niezwykłego, prawda? Spróbujmy wyrzucić z listy mięczaki. I jak? Nadal bułka z masłem. W końcu skorupiaki nie są przecież żadną kulinarną ekstremą. Krewetki, podobnie jak bliższe naszej zupełnie wszak tradycyjnej kuchni raki, nie uchodzą za składniki w najmniejszym choćby stopniu niezwykłe. Odrobinę może bardziej ekscentrycznie zaczyna się robić, gdy z grona eksploatowanych spożywczo stawonogów wykluczymy skorupiaki i zostaniemy z resztą stawonożnego światka. Przynajmniej w naszej części świata, bo generalnie jedzenie owadów, choć nie jest standardem w Polsce czy w krajach ościennych, nie jest wcale na świecie taką rzadkością. Zresztą, by skosztować owadów, nie musicie wcale udawać się na odległe wyprawy – entomofagia i tu wkracza na salony.

Nie tak znowuż dawno głośno było o otwierającej się w Warszawie restauracji mającej się specjalizować w owadach właśnie – mączniki i drewnojady, szaszłyki z szarańczy i podobne przysmaki; podobna przez chwilę funkcjonowała w Łodzi, a choć obie zawiesiły już podobno swą działalność, szlaki, można by rzec, zostały przetarte, choć zderzyły się z regulacjami prawnymi (czy też raczej ich niedoborem). Zresztą – by nie szukać daleko – larw jedwabnika można spróbować chociażby na słynnym stołecznym Nocnym Markecie (nie, nie były smaczne).

Na świecie jada się nie tylko małże i skorupiaki; 5oulscape, CC BY-NC-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/felstone/6773375472/

Ale entomofagia jako zbiorcze określenie znacząco zawęża tematykę. W końcu stawonogi to bynajmniej nie tylko owady i skorupiaki. I bynajmniej nie tylko owady i skorupiaki się na świecie jada.

Arachnofagia może (u nas przynajmniej) nie brzmieć swojsko, nie na takie rzeczy jednak można się natknąć podczas wakacyjnych wyjazdów; częściowo nadjedzony smażony ptasznik; Paul Mannix, CC BY 2.0, https://www.flickr.com/photos/paulmannix/3189391556/

Cóż, arachnofagia weszła do języka (tego potocznego przynajmniej) na dużo mniejszą skalę. Ze skorpionofagią jeszcze gorzej, nie mówiąc już o takich kuriozach jak chilopodofagia. Gorzej jest z ich wejściem do języka oczywiście (i to naszego), nie do kuchni. Kuchnie różnych rejonów świata uwzględniają w menu zarówno pająki i skorpiony, jak też pareczniki. Spośród wymienionych pareczniki mogły wam zabrzmieć szczególnie mało znajomo – nie jest to określenie powszechnie kojarzone, jeśli kogoś te akurat zwierzątka nie zajmują na co dzień. Chilopodofagia też pewnie zabrzmiała obco? Pareczniki (Chilopoda) to gromada stawonogów zaliczanych do wijów (Myriapoda). Na pewno kojarzycie wije, prawda? Dużo nóżek (do 750 nawet!), szczęki, żuwaczki, szeroki wachlarz rozmiarów – od mikroskopowych po ponad trzydziestu nawet centymetrów, prawie czterdziestu właściwie (a wymarłe Arthropleuridea potrafiły przekraczać dwa metry). Do tego atrakcyjnego towarzystwa obok dwuparców zaliczamy skąponogi, drobnonogi i pareczniki właśnie.

Na pewno kojarzycie wije; ten tu akurat to samiczka zieminka, Geophilus sp., wraz z potomstwem; Katja Schulz, CC BY 2.0, https://www.flickr.com/photos/treegrow/22684845147/

Wije również gdzieniegdzie się spożywa; Denise Chan, CC BY-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/denn/2617191437/

Skąpo- i drobnonogi to maleństwa nie budzące – o ile wiem – zainteresowania kulinarnego. Co innego ich więksi krewni. Jada się zarówno dwuparce (choć raczej rzadko ze względu na pewne parametry biochemiczne), jak i pareczniki. U nas rzeczywiście niekoniecznie, jasne. Choć pamiętam z niegdysiejszej lektury  “Podręcznika robakożercy” Łukasza Łuczaja, że gorąco polecał wije drewniaki jako zwierzęta niezwykle smaczne (powraca zresztą do tematu w wywiadach prasowych) i wspominał, jak to łapał je i spożywał na surowo, przycinając niegdyś żywopłoty. Niektóre zresztą pareczniki są w pewnych krajach cenione zarówno jako produkt kulinarny, jak i jako element medykamentów ludowych. Poprzestańmy na chwilę na tej informacji, przechodząc do historii pewnych dolegliwości. Bo tak, wbrew pozorom nie ma to być wpis ani kulinarny przede wszystkim, ani nawet zoologiczny. Zaraz pojawią się problemy natury medycznej.

Chora padła ofiarą pasożyta! (dorosła samiczka Angiostrongylus cantonensis); pasek podziałki odpowiada 1mm; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2732477/

Pierwsza dzisiejsza pacjentka, siedemdzisięcioośmioletnia kobieta, trafiła do szpitala w Guangzhou (Kanton), skarżąc się na bóle głowy, senność i zaburzenia poznawcze, bez gorączki, bez wymiotów, generalnie bez innych objawów. Jedynym, co zwracało uwagę w badaniu fizykalnym, była niewielka sztywność karku, co w połączeniu z resztą symptomów skłoniło ekipę lekarską do pobrania płynu mózgowo-rdzeniowego do badań. A badania? Badania przyniosły niejaką niespodziankę. Nie, nie, znaleziska nie były czymś zupełnie niespotykanym, jednak były interesujące i skłoniły do dalszej diagnostyki. Podwyższony poziom białych krwinek w płynie mózgowo-rdzeniowym pacjentki sugerował infekcję. Konkretny skład – obok granulocytów obojętnochłonnych liczne granulocyty kwasochłonne (eozynofile) – może się wam kojarzyć z chorobami pasożytniczymi i będzie to w tym przypadku skojarzenie słuszne. Dalsze badania, w tym, wykryte w MRI zmiany w mózgowiu (w śródmózgowiu i prawym płacie czołowym), naprowadziły medyków na trop. Kilka kolejnych badań, zestaw odpowiednich przeciwciał i… Eureka! Winowajca został odnaleziony. Chora padła ofiarą pasożyta.

Odlegli kuzyni naszego nicienia, z “sąsiedniego” rodzaju, Skrjabingylus nasicola, wypełzają z przewodów nosowych zabitego w wypadku drogowym gronostaja; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27052849

Metastrongylidae, w której wyróżnia się też rodzaj Metastrongylus, którego przedstawiciele wywołują np. robaczyce płucne u świń (żywicielkami pośrednimi są, wyobraźcie sobie, dżdżownice) lub Skrjabingylus nasicola, nicienia pasożytującego w zatokach przynosowych łasicowatych, sam zaś kuzyn naszego bohatera, Angiostrongylus vasorum, uchodzi za zagrożenie dla psów (i nie tylko psów zapewne) także i w Polsce, ale o psim nicieniu może kiedy indziej. O świniach, gronostajach i innych ofiarach nicieni może również. Wróćmy do naszej chińskiej pacjentki.

Ogon samczyka A. cantonensis; Punlop Anusonpornperm, Wikipedia, https://en.wikipedia.org/wiki/Angiostrongylus_cantonensis

Samiczka A. cantonensis – widać charakterystyczny wzór utworzony przez ciemny przewód pokarmowy i białawy podłużny układ rozrodczy; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2668237/

Bo w końcu na pierwszy rzut oka nie ma nic niecodziennego w jej historii, prawda? No OK, parazytek nie jest zwierzakiem typowym dla naszej części świata, ale pewnie nie jest taki znowuż zaskakujący tam, gdzie natknęła się nań kobieta, czyż nie? No właśnie trochę tak, a trochę nie. Rzeczywiście nie jest rzadkością w Azji Południowo-Wschodniej (choć zwierzątko bynajmniej się do tych rejonów nie ogranicza). Problem w tym, że pacjentka nijak nie była sobie w stanie przypomnieć spożywania niczego, co mogłoby być źródłem niechcianych gości. Tu wkracza na scenę cykl życiowy naszego nicienia. Otóż nie bez powodu anglojęzyczne piśmiennictwo określa go niekiedy mianem szczurzego robaka płucnego. Dorosły robalek żyje sobie (i kopuluje) w tętnicach płucnych szczura, w ich odgałęzieniach wykluwają się też młode z jaj złożonych uprzednio przez samiczki, a te są nader płodne – potrafią złożyć nawet po kilkanaście tysięcy jaj dziennie. Wyklute larwy penetrują do światła pęcherzyków płucnych, po czym wędrują w stronę gardła, gdzie połknięte, trafiają do przewodu pokarmowego szczura, a wydalone wraz z – pardon le mot – kupą są następnie pożerane przez ślimaka. Jeśli nie znajdzie się żaden chętny na tak atrakcyjny posiłek mięczak, larwy i tak sobie poradzą – potrafią aktywnie przedostawać się przez ślimacze pokrycie ciała. Jeśli następnie zalarwionego mięczaka spożyje kręgowiec – szczur optymalnie (choć zdarzają się przypadki, gdy nicień trafia ostatecznie do ptasich nawet wnętrzności), larwa w kolejnym swym stadium rozwojowym przedziera się przez ścianę jelita, docierając w ten sposób do naczyń krwionośnych.

Żywiciele naszego nicienia – na górze szczury – śniady i zaroślowy, na dole po lewej robaki wypełzające z tętnic płucnych szczura śniadego, na dole po prawej żywiciel pośredni, ślimak Helix aspersa; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4511779/

 

Nie, to jeszcze nie ten moment, gdy trafiają do naczyń płucnych. To trochę bardziej skomplikowane. Larwy wędrują sobie powolutku naczyniami, by wreszcie po paru dniach dotrzeć do mózgu.

Larwa nicienia drąży w móżdżku kitanki lisiej (Trichosurus vulpecula), australijskiego tormacza zwanego też lisem workowatym; https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S2213224415000140

Przekrój larw A. cantonensis w rdzeniu kręgowym (c- oskórek, i – jelito, r – sznury płciowe); https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4312175/

Tu linieją i w świetle naczyń opon mózgowych w końcu osiągają postać dorosłą, która ostatecznie dopłynie do płuc i zadomowi się w tamtejszych tętnicach.  Przynajmniej o ile trafią na odpowiedniego gospodarza. Nie każdy żywiciel będzie dobrym żywicielem ostatecznym – u ludzi na przykład wcale nie jest robalkom wygodnie. U człowieka robak zazwyczaj raczej obumrze, wcześniej jednak pokrąży sobie po okolicy, pogmera w tkankach, wywoła reakcję obronną ze strony naszego układu odpornościowego i ściągnie zewsząd białe krwinki – generalnie narobi bałaganu. Do płuc dotrze jedynie w wyjątkowych, zupełnie pojedynczych przypadkach, zazwyczaj poprzestanie na wywołaniu eozynofilowego zapalenia opon mózgowych, a czasem i mózgu, czyli na tym właśnie, co dotknęło pacjentkę z opisanej historii. Potrafią zahaczyć też o kanał kręgowy i rdzeń – również nic zabawnego, a z rzadka przyczyniają się do tak nietypowych zmian, jak zapalenie nerwu wzrokowego z postępującą utratą wzroku.

Kilkucentymetrowy drapieżny płaziniec Platydemus manokwari również potrafi przenosić larwy A. cantonensis; https://peerj.com/articles/1037/

Teoretycznie zatem można by oczekiwać, że pacjentka powinna pamiętać, że jadła mięczaki, co załatwiłoby sprawę źródła infekcji. Teoretycznie. Bo praktycznie rzecz nie jest wcale taka prosta. Larwy można zjeść wraz z zainfestowanym ślimakiem, ale nie tylko i nie zawsze celowo czy świadomie. Co mam na myśli, mówiąc o spożyciu nieświadomym? A chociażby niewielkie mięczaki przycupnięte na liściach zielonych warzyw – ot, pech. Zarówno dla ślimaka, jak i dla osoby posilającej się. Ale to nie wszystko. Uważa się, że larwy można znaleźć także w pozostawionym przez chorego ślimaka na liściach śluzie czy w wodzie użytej do mycia lub opłukiwania zanieczyszczonych warzyw.  Takiej właśnie przyczyny badacze dopatrują się u źródeł serii przypadków robaczycy (łącznie 23 osoby), które pojawiły się na Jamajce w roku 2000 w gronie studentów medycyny spędzających tam wakacje. Ba, znajdowano je nawet w deszczówce! A jeśli nie to? Ha, na pewno się domyślacie. Skoro ostatecznie larwy mogą trafić do organizmów nie tylko szczurzych, to i ślimaka może jakiś pechowiec zastąpić w robaczym cyklu życiowym. Znajdowano już larwy A. cantonensis w krewetkach, znajdowano w żabach, znajdowano w innych robakach (np. w kilkucentymetrowym drapieżnym płazińcu, Platydemus manokwari, który sam żywi się ślimakami). Wystarczy zjeść je surowe bądź niedogotowane, niedosmażone, etc. Zatem to, że kobieta nie pamiętała spożywania ślimaków czy krewetek jeszcze o niczym nie świadczy, ale lekarzy byli dociekliwi i w tym przypadku dociekliwość przyniosła efekty.

Scolopendra subspinipes mutilans, Yasunori Koide, Wikipedia, https://en.wikipedia.org/wiki/Chinese_red-headed_centipede

Spójrzmy, co działo się dalej. Niecały miesiąc później do tej samej placówki trafił czterdziestosześcioletni mężczyzna, syn pierwszej pacjentki. Z bólami głowy i sztywnością karku. I co za niespodzianka – również z niepożądanymi gośćmi w organizmie. Co łączyło naszych chorych – poza pokrewieństwem i przyczyną dolegliwości? Otóż łączyły ich niedawno jedzone wije, co przywodzi nas ponownie do początku tekstu i do wykorzystywanych kulinarnie pareczników. Artykuł źródłowy nie wchodzi w szczegóły i nie podaje konkretnego gatunku nabytych na lokalnym rynku i spożytych zwierzaków, jednak szczególną popularnością w Chinach cieszy się w tej materii (podobnie zresztą jak w tamtejszej ludowej medycynie) pewna skolopendra zwana z angielska czerwonogłową, Scolopendra subspinipes mutilans. Nie było dotąd raportów, które choćby sugerowałyby udział wijów w roznoszeniu , więc poprzestanie na samym tylko związku czasowym z obserwowaną robaczycą byłoby niejakim nadużyciem i spokojnie – medycy wcale na tym nie poprzestali.

Larwy Angiostrongylus cantonensis odzyskane z pareczników nabytych na lokalnym targu; https://www.ajtmh.org/content/journals/10.4269/ajtmh.18-0151

Udali się na targ i nabyli tam nieszczęsne zwierzaki celem przebadania ich. A ich wysiłki zwieńczył sukces. Okazało się, że rzeczywiście – były zamieszkane. Spośród szczątków pozyskanych z tego samego, co chorzy, źródła wijów udało się odzyskać do badań larwy naszego pasożytniczego nicienia. Ot, niby obserwacja niewielkiego naukowo kalibru, jednak “pierwsze razy” w nauce zawsze są cenne, a to pierwszy raz, gdy udało się zaobserwować takie właśnie źródło choroby.

A czy to w ogóle ważne (poza tym, że ciekawe i że zawsze fajnie jest wiedzieć więcej)? Taki egzotyczny dla nas robak? Cóż, świat się kurczy, podróżujemy coraz dalej. Poza tym, jak już wspominałam, Angiostrongylus cantonensis bynajmniej nie ogranicza się w swym występowaniu do Azji Południowo-Wschodniej, dociera też w rejony dużo bliższe nam geograficznie i częściej eksploatowane turystycznie. Taka Teneryfa chociażby – niby u człowieka angiostrongylozy dotąd tam nie notowano, ale chore szczury znajdowano, więc czemu nie? Ewidentnie zwierzak w lokalnym ekosystemie ma się nieźle. Zresztą – abstrahując już nawet od naszego nicienia – nieprzetworzone termicznie bezkręgowce w ogóle wiążą się z pewnymi zagrożeniami zdrowotnymi, o których zazwyczaj się nie pamięta. Nie chodzi tylko o parazytozy bynajmniej – w końcu stawonogi mogą stanowić rezerwuar także rozlicznych bakterii. W larwach jedwabników potrafią się czaić gronkowce, w wijach – bakterie z rodzaju Pseudomonas, w pająkach – Bacillus cereus. Lista jest długa. Uważajcie, co jecie, a jeśli jecie to na surowo, miejcie świadomość ryzyka.

(Przypominam też, że patologów możecie śledzić też na fejsbuku – warto tam zaglądać, bo strona jest codziennie aktualizowana)

Literatura:

Bacteria encountered in raw insect, spider, scorpion, and centipede taxa including edible species, and their significance from the food hygiene point of view. NTh Grabowski, G Klein; Trends in Food Science & Technology 2017;63:80-90

Eating Centipedes Can Result in Infection: Two Case Reports and Pathogen Investigation. H Wang, L Lu, D She, Z Wen, Z Mo, J Li, H Li; The American Journal of Tropical Medicine and Hygiene 2018;Jul 30. doi: 10.4269/ajtmh.18-0151. [Epub ahead of print]

Researchers in China link dangerous foodborne pathogen to centipedes. Komunikat prasowy

Central nervous system manifestations of Angiostrongylus cantonensis infection. YC Martins, HB Tanowitz, KR Kazacos;Acta tropica. 2015;141PA:46-53

Human angiostrongyliasis. QP Wang, DH Lai, XQ Zhu, XG Chen, ZR Lun; Lancet Infectious Diseases 2008;8(10):621-30

Species of Angiostrongylus (Nematoda: Metastrongyloidea) in wildlife: A review. DM Spratt; International Journal for Parasitology: Parasites and Wildlife 2015;4(2):178-89

Update on Eosinophilic Meningoencephalitis and Its Clinical Relevance. C Graeff-Teixeira, ACA da Silva, K Yoshimura; Clinical Microbiology Reviews 2009;22(2):322-348

A survey of Angiostrongylus species in definitive hosts in Queensland. M Aghazadeh, SA Reid, KV Aland, AC Restrepo, RJ Traub, JS McCarthy, MK Jones; International Journal for Parasitology: Parasites and Wildlife 2015;4(3):323-328

Eosinophilic meningitis caused by Angiostrongylus cantonensis after ingestion of raw frogs. CH Lai, CM Yen, C Chin, HC Chung, HC Kuo, HH Lin; The American Journal of Tropical Medicine and Hygiene 2007;76(2):399-402

Geographic distribution of Angiostrongylus cantonensis in wild rats (Rattus rattus) and terrestrial snails in Florida, USA. HD Stockdale Walden, JD Slapcinsky, S Roff, J Mendieta Calle, Z Diaz Goodwin, J Stern, R Corlett, J Conway, A McIntosh; PLoS One 2017;12(5):e0177910

Human Angiostrongylus cantonensis: an update. Q-P Wang, Z-D Wu, J Wei, RL Owen, Z-R Lun; European Journal of Clinical Microbiology & Infectious Diseases 2012;31(4):389–395

Angiostrongylus cantonensis: a review of its distribution, molecular biology and clinical significance as a human pathogen. J Barratt, D Chan, I Sandaradura, R Malik, D Spielman, R Lee, D Marriott, J Harkness, J Ellis, D Stark; Parasitology 2016;143(9):1087-118

Biology, systematics, life cycle, and distribution of Angiostrongylus cantonensis, the cause of rat lungworm disease. RH Cowie; Hawaii Journal of Medicine and Public Health 2013;72(6 Suppl 2):6–9

 

Advertisements

7 thoughts on “Ale tego wija lepiej zostaw w spokoju

  1. Uwielbiam krewetki i małźe, ale do bardziej egzotycznych rzeczy ciężko byłoby mi się przekonać.

    Choć slyszalam, że pająki przyrównuje się do chipsów, m.in przez twardość.

    Like

  2. Ufff, jak to dobrze, że te pasikoniki w Meksyku i larwy w Kambodży spożywałam smażone!
    (serio, spożywałam, nie były złe).

    A nie ma jakichś doniesień o śmiercionośnych pasożytach w czekoladzie? Schudłabym…

    Like

  3. Na samą myśl że mogłabym zjeść coś co ma więcej niż 4 nogi, albo tylko jedną, mam dreszcze…i odruch wymiotny. Nigdy w życiu żadnego robaka!, mam nadzieję że nicienie mi nie grożą, chociaż martwi mnie to, że mogą być w wodzie, oj zaraz popadne w paranoje. Może chociaż łatwo się to leczy co?

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.