Dama kameliowa spod Gogolina

Płuco z licznymi drobnymi ogniseczkami gruźlicy prosówkowej – te drobne białawe ognioska “poiścy” tegj odmiany choroby kojarzyły się z ziarenkami prosa; Yale Rosen; CC BY-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/pulmonary_pathology/6564687455

Gruźlica, choć może się niektórym kojarzyć bardziej z “Damą kameliową” czy “Czarodziejską górą”, aniżeli z osiedlową przychodnią lekarską, jest nadal mimo postępów medycyny i mimo ambitnych planów zahamowania jej szerzenia się w przewidywalnej przyszłości chorobą siejącą olbrzymie spustoszenie. Jasne, jej marsz udało się spowolnić. Liczba nowych zachorowań na świecie powoli (naprawdę powoli – mówi się o mniej niż 1,5% rocznie) zaczyna spadać, leczenie – dla tych, dla których jest ono dostępne – staje się coraz mniej uciążliwe, a prace nad nową skuteczniejszą szczepionką idą ponoć pełną parą. Najwyższy czas. Obecnie stosowana BCG ma już niemalże sto lat i chociaż sprawdza się, dobrze chroniąc dzieci przed najgroźniejszymi dla nich postaciami choroby – gruźliczym zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych i gruźlicą uogólnioną, prosówkową, ochrona, jaką daje przed pozostałymi formami schorzenia, jest dalece niesatysfakcjonująca. Jest w każdym razie gruźlica problemem ciągle aktualnym zarówno na świecie w ogóle, jak i w Polsce. I to bynajmniej nie ta najpowszechniej kojarzona gruźlica płucna jedynie. Widujemy w swojej praktyce zawodowej gruźlicę najądrzy, potrafi nam się trafić gruźlica pochwy, a gruźlica kości i stawów uchodzi za jedną z częstszych postaci pozapłucnych choroby w ogóle (w noteczce o raku kominiarzy pokazywałam jak może wyglądać gruźlica kręgosłupa).

Mimo iż zarówno teraźniejszość, jak i potencjalna przyszłość gruźlicy stanowią prawdziwą kopalnię zagadnień niezwykle interesujących, warto też spojrzeć czasem w przeszłość, bo i ona bywa w przypadku patologii fascynująca. Continue reading

Advertisements

Ser z czekoladą, czyli w kuchni u patologów

aaa

Torcik czekoladowy Maćka; fot. Maciek Topolski

Ten tekst wykluwał się dość długo. Pomysł niby był, ale nie bardzo chciał przybrać sensowną formę. Ewidentnie brakowało jakiegoś kopniaka. Traf chciał, że bodźca dostarczył w końcu prestiżowy periodyk medyczny, NEJM, czyli The New England Journal of Medicine, a właściwie zderzenie tegoż z parą moich znajomych. Podczas porannego przeglądu prasy, otóż, trafiłam w NEJM na opis twardzieli (rhinoscleroma), dość rzadkiego, a efektownego, przewlekłego schorzenia bakteryjnego, no i – jak to ja – postanowiłam znaleziskiem podzielić się ze światem. Tak, na portalu społecznościowym. Niektórzy wklejają w takich miejscach zdjęcia kotków, inni – posiłków, jeszcze inni nurzają się w patologiach, co z kolei niekiedy uderza w osoby postronne. Osoby postronne, wiedząc w jak patologicznym środowisku się obracają, winny być, co paaarawda, przygotowane na takie niespodzianki, jednak czasem, zwłaszcza gdy kolizja przypada na czas posiłku, bywają hmmm… nieco zdeprymowane. Kolega Maciuś podszedł do sprawy filozoficznie. Spożywając właśnie torcik czekoladowy z serem, zadeklarował, że nijakie narośle od podobnych delicji go nie oderwą; więcej emocji okazała koleżanka Magdalena, której stosunek do kanapki z pastą rybną i pomidorem uległ w kolizji z rzeczywistością pewnemu nadszarpnięciu. Spontanicznie – w uznaniu dla Maćkowego spokoju ducha – obiecałam mu zadedykować artykuł adekwatny do spożywanych treści, Magdalena w ramach zadośćuczynienia za kanapkę również zażądała kulinarnej satysfakcji. Dedykuję rzecz zatem Maćkowi i Magdzie kulinarnie przez literaturę medyczną poszkodowanym.

Continue reading