Sieć niezgody, czyli maleńka struktura, której nikt z żadnych podręczników nie wymazał

Sieć niezgody, czyli maleńka struktura, której nikt z żadnych podręczników nie wymazał

“Istnieje część ciała kobiety, która została dosłownie wymazana z podręczników anatomii” – kłamie przekaz medialny… https://www.facebook.com/reel/1760653708548735

Nowe znaleziska anatomiczne czy histologiczne zawsze są interesujące, tym bardziej, że nie żyjemy już w wieku siedemnastym czy osiemnastym, gdy nowe struktury, mikroskopowe zwłaszcza, czekały na badaczy (badaczki dołączyły do polowania na nie z niejakim opóźnieniem, nie z własnej winy, ale to materiał na inne opowieści) zgłębiających tajniki ludzkich i nieludzkich ciał na każdym kroku. Dziś, choć wciąż jeszcze wiele pozostaje w naszych organizmach do opisania, rzadko są to rzeczy tak spektakularne, jak dwa wieki temu, rzadko też towarzyszą sukcesom badawczym i odkryciom tak żywe spory i tak wielkie zadziwienia. Niektórym ewidentnie tych emocji brakuje, stąd brzydkie zwyczaje mediów próbujących okraszać te doniesienia naukowe, które postanowią zaszczycić swym łaskawym okiem i światłem reflektorów, girlandami clickbaitów. Nie wystarczy, że coś jest nowe, że brzmi ciekawie i że być może kiedyś w przyszłości znajdzie jakieś medyczne zastosowania. Bez podkolorowania sensacją trudniej będzie zdaniem medialnych handlarzy uwagą sprzedać tak bardzo – wydawałoby się – naturalny zachwyt wzbudzany kolejnymi cegiełkami pomagającymi stawiać coraz to kolejne dobudówki do skomplikowanego gmaszyska naszej wiedzy o świecie.

Bardzo to tanie, bardzo tandetne i jakieś takie… deprecjonujące, także dla odbiorców i odbiorczyń. Znalezisko nie może już po prostu być interesujące. Musi być kolorowe i błyszczące, najlepiej posypane brokatem. Musi odkłamywać historię, zmieniać bieg dziejów, zmuszać do pisania na nowo podręczników, potrzebny jest jarmarczny blichtr, a najlepiej żeby dodatkowo jako wisienkę na torcie dorzucić jeszcze jakiś skandal. Inaczej społeczeństwo traktowane niczym banda łaknących kolorowych cukierków dzieciaków o uwadze jętki jednodniówki nawet nie spojrzy. Ach, ileż pogardy się za tym przemysłem clickbaitów kryje… Masz tu świecidełko, tiu, tiu, tiu, patrz głupi ludziku, błyszczy i migoce, owinęliśmy w sreberko, żeby ci się bardziej spodobało.

“…informacje o sieci jajnika zniknęły z rysunków, z podręczników, z programów nauczania medycyny” – halucynuje AI w roleczce przekazywanej w kolejnych social mediach; tyle że Informacje o sieci jajnika naprawdę znikąd nie zniknęły https://www.instagram.com/reels/DdVjkFXtk8t/

Zżymałam się już kiedyś na podobne tendencje, poświęciłam w kontrze do tego sensacjonizmu pewnemu mało spektakularnemu, choć potencjalnie istotnemu klinicznie, badaniu naukowemu całą noteczkę, którą nieco przekornie zatytułowałam „Małe kroki, czyli białko, które nie jest młotem na raka (ale i tak się przydaje)”. Trzeba się przyzwyczaić, mówią niektórzy, media tak mają. Ale co jakiś czas trudno powstrzymać irytację, zwłaszcza gdy zjawisko dotyczy twojej branży. Ostatnio na przykład uszczęśliwiono mnie newsem o “na nowo odkrytym narządzie”, o tworze od dekad ukrywanym przed wszystkimi, o strukturze wymazanej z kart podręczników. Serio. Na szczęście zespół badawczy z Duke University i University of Colorado Anschutz to zmienił. Przesadzam? “Istnieje część ciała kobiety, która została dosłownie wymazana z podręczników anatomii. Nazywa się “rete ovarii”, czyli sieć jajnika. (…) informacje o sieci jajnika zniknęły z rysunków, z podręczników, z programów nauczania medycyny” informowała z troską AI-owa osoba w noszącej wszelkie znamiona kiczowatego AI slopu animacji podawanej dalej przez kolejne stronki i fanpejdże zasmucone tym rażącym przykładem dyskryminacji. Nie ma, proszę wszystkich, nieszczęsnej sieci w podręcznikach, bo ją stamtąd wymazano. I usunięto z ilustracji. Brzmi dramatycznie, w końcu w medycynie rzeczywiście niemało znajdziemy – i historycznie, i współcześnie – zaniedbań i nadużyć na polu genderowym, wiele pisano o nierównowadze płciowej w temacie badań lekowych, niemało mówiono o pomijaniu czy zapominaniu naukowczyń, nawet tych, których nazwiska niby uwieczniono w rozlicznych medycznych eponimach (była tu na blogu noteczka o zapominanych i znikajacych badaczkach, był też o tym nieco szerszy rozdział w pierwszej mojej książce), sporo o lekceważeniu kobiecych schorzeń czy dolegliwości, w tym bólu. No i nawet nie będę sięgać po bajania o wędrujących macicach zdecydowanie zbyt długo straszących w branży, bo nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że w obliczu rzeczywistych problemów medycyny nie ma co wymyślać kolejnych, tym bardziej, że twierdzenia o wymazywaniu z podręczników są zwyczajnie nieprawdziwe i niezwykle łatwe do zweryfikowania.

Continue reading →

Niczym wosk kapiący ze świecy

Rtg ramienia pacjentki pokazujące charakterystyczne deformacje kostne; https://polishorthopaedics.pl/article/541076/en

Dwudziestosiedmioletnią pacjentkę przyjęto na ortopedię z powodu bólu i deformacji prawej kończyny górnej. Tak. Bolała ją ręka (i reszta kończyny), poza tym zaś, że bolała, chorej dokuczały też zniekształcenia oraz pogrubienie i samej ręki, i przedramienia, i ramienia wraz barkiem, wreszcie uprzykrzały życie ograniczenia ruchowe, zwłaszcza w obrębie stawu promieniowo-nadgarstkowego (tego pomiędzy przedramieniem i nadgarstkiem) – nie była w stanie ani w pełni nadgarstka zgiąć, ani wyprostować. Przy czym kobieta nie przypominała sobie żadnych urazów, które można by obarczyć winą za dolegliwości, jej praca też nie obciążała zanadto kończyny (pracowała jako nauczycielka). No ale w sumie nic dziwnego, podstawowa przyczyna problemów była w tym przypadku znana, symptomy nie zaskakiwały, pacjentce przeszkadzało raczej nasilenie uciążliwości z choroby wynikającej i brak poprawy po środkach przeciwbólowych.

Bo też i diagnozę dawno już postawiono. Bóle zaczęły naszą bohaterkę nękać już jako piętnastolatkę. Początkowo diagnostyka radiologiczna nie pokazywała żadnych zmian kostnych, gdy jednak do wstępnych zdjęć Rtg doszła tomografia komputerowa, dołączyły badania scyntygraficzne i wreszcie testy genetyczne, a objawy postępowały, ostatecznie udało się dojść do rozpoznania. I nie było to rozpoznanie częste. U nastolatki wykryto chorobę Leriego.

Continue reading →

Oczko się zepsuło temu misiu, czyli dziwny, zły i brzydki

Oczko się zepsuło temu misiu, czyli dziwny, zły i brzydki

Zmiany dokuczające choremu w dzisiejszej historii prezentują się odrobinę  może drastycznie, zwłaszcza jeśli ktoś gorzej sobie radzi z widokiem zmian natury okulistycznej. Ale wierzę w was – dacie radę! Tym bardziej, że zmiana jest dość nietypowa i prawdopodobnie większości z was nie zdarzyło się dotąd z tego typu nowotworem zetknąć, a to wszak dobry powód, by się nad czymś pochylić.

Z oka “coś” zaczęło wystawać i podkrwawiać…; https://www.cureus.com/articles/294499-a-huge-conjunctival-atypical-fibroxanthoma#!/

Rzecz miała miejsce w San Juan, stolicy Portoryko. Dyskomfort w obrębie lewego oka pięćdziesięcioletniemu pacjentowi dokuczał od mniej więcej miesiąca. Nieprzyjemne odczucie jak gdyby ciała obcego w oku. Do tego czasu mężczyzna nie chorował poważniej, nie przypominał też sobie problemów natury okulistycznej. Teraz zresztą też nie podejrzewał niczego poważnego, zwlekał z szukaniem pomocy medycznej, bo wiązał swoje dolegliwości z niedawnym incydentem, podczas którego do oka wpadły mu drobiny cementu. To w końcu zupełnie logiczny wniosek – wpadło i podrażniło, nic dziwnego, że teraz to podrażnione przeszkadza, prawda? Bezpośrednio po wypadku zaaplikowano mu do oka bliżej nieznany preparat – tzn. pewnie znany, ale akurat choremu nie zapadła w pamięć nazwa, zresztą kto by miał głowę do takich spraw w sytuacji, która nie wydawała się szczególnie groźna? ot, przemyto oko czymś łagodzącym, po którym to przemyciu odczuł przejściową ulgę, no i generalnie uznał, że samo przejdzie. Tyle że nie przeszło. Co więcej w pewnym momencie zauważył – i to właśnie było bezpośrednią przyczyną trafienia na SOR, że z oka nie dość, że coś zaczyna wystawać, to jeszcze to coś podkrwawia.

Continue reading →

Komórki tuczne wcale nie tuczą

Komórki tuczne wcale nie tuczą

Komórka tuczna i jej ziarnistości; University of Edinburgh; https://wellcomecollection.org/works/makbca7a

Komórki tuczne, proszę wszystkich. Piękna, zapadająca w pamięć nazwa. Łatwiej wpada w ucho niźli mastocyty mimo podobnego rdzenia i tego samego znaczenia. No ale kto by się w sumie zastanawiał nad historią czy etymologią terminów medycznych, prawda? A szkoda, że to tak mało popularna rozrywka. Słowa są fascynujące, fascynująca jest też historia, nie tylko medycyny, ale i słów. A dlaczego akurat o mastocytach, zwanych też komórkami tucznymi, rozmawiamy? Otóż trafiłam w sieci przypadkiem na fragment rozmowy z panem lekarzem-ginekologiem-celebrytą, w którym to fragmencie rzeczony celebryta perorował o szkodliwości słodzików, opowiadając o insulinie i o tym, jak to w efekcie spożycia rzeczonych słodzików do receptorów KOMÓREK TUCZNYCH dociera sygnał nakazujący im gromadzić tłuszcz (“to te cząsteczki łączą się z receptorami komórek tucznych i mówią tak, a teraz, te słodziki, macie gromadzić tłuszcz”). Brzmi dobrze, prawda? Logicznie, w końcu skoro komórki tuczne, to pewnie tuczą, prawda? Gromadzą tłuszcz? Tyle że nie. Nieprawda.

Komórki tuczne wcale nie tuczą. I nie gromadzą tłuszczu. To w ogóle nie ta bajka i ten kierunek komórkowej aktywności.

I wcale nie dlatego się tak nazywają, jakkolwiek linia skojarzeń jest poniekąd nawet słuszna.

Continue reading →

Potworniak z (brzydką) wkładką, czyli pech wyjątkowy

Potworniak z (brzydką) wkładką, czyli pech wyjątkowy

Typowy potworniak jajnika wykryty u 19-letniej pacjentki: białe groty - włosy, czarne - masy łojowe, długie strzałki - zęby; https://pubs.rsna.org/doi/abs/10.1148/radiographics.21.2.g01mr09475

Typowy potworniak jajnika wykryty u 19-letniej pacjentki: białe groty – włosy, czarne – masy łojowe, długie strzałki – zęby; https://pubs.rsna.org/doi/abs/10.1148/radiographics.21.2.g01mr09475

Potworniaki to nowotwory, które dobrze już znacie i (zazwyczaj) kochacie. Tak, wiem, od razu ustawi mi się w komentarzach cały ogonek oburzonych pomysłem pozytywnego nastawienia do zmian nowotworowych – jakichkolwiek! – warto jednak pamiętać, że znakomita większość potworniaków, z jakimi miewamy w codziennej praktyce do czynienia, to nowotwory, owszem, uciążliwe niekiedy (choć nierzadko też bezobjawowe), ale w znakomitej większości przypadków łagodne. Tak, oczywiście, nie wszystkie potworniaki tak zakwalifikujemy, zdarzają się potworniaki niedojrzałe, zachowujące się potencjalnie agresywnie, zdarzają się potworniaki, w których pewne komponenty potworniaczych tkanek złośliwieją, zazwyczaj jednak tak nie jest. Najczęściej obcujemy z potworniakami rozwijającymi się w jajnikach, najczęściej zaś tam spotykaną ich postacią jest tzw. torbiel skórzasta, czyli dojrzały – zbudowany z dojrzałych, prawidłowo ukształtowanych, dość typowo prezentujących się tkanek – łagodny torbielowaty guz wysłany wewnątrz skórą zaopatrzoną w zwyczajne przydatki skórne (czyli te wszystkie włosy i gruczoły potowe czy łojowe), wypełniony masami łojowymi i kłębami włosów, niekiedy – według podręczników nawet w jednej trzeciej przypadków – zaopatrzony dodatkowo w zęby, ale także fragmenty kostne, chrzęstne, rzadziej w inne ciekawostki – fragmenty utkania tarczycy, śluzówki przewodu pokarmowego, dróg oddechowych, mózgowia, do wyboru, do koloru. Zresztą pisałam tu już o potworniakach, zajrzyjcie sobie (przypomnę od razu, że nie tylko ludzkie potworniaki już tu gościły).

Continue reading →

A ten kołnierzyk, szanowna pani, naprawimy dietą, czyli rzecz o zespole 4d

Pięćdziesięcioletniej pacjentce od kilku miesięcy dokuczały zmiany skórne. Bolesne, łuszczące się rumieniowe plamy znaczyły twarz i szyję, pstrzyły tułów i kończyny, przeszkadzały i uprzykrzały życie. Zanim zaczniecie się krzywić na tak późne próby szukania pomocy i na zwłokę aż kilkumiesięczną, pozwolę sobie zaznaczyć, że chora była obciążona rozlicznymi zaburzeniami natury psychiatrycznej, w tym chorobą afektywną dwubiegunową (raport wspomina o aktualnym epizodzie depresyjnym) i zaburzeniami lękowymi, a na domiar złego dokuczały jej też zaburzenia odżywiania. Cierpiała również na nie tylko epilepsję, ale także na – leczoną i dotąd dość skutecznie kontrolowaną – łuszczycę, stąd początkowo mogła być może nowe objawy przyjmować za przejściowe pogorszenie tejże. W końcu jednak udała się do poradni.

Continue reading →

To tylko taka grypka

To tylko taka grypka

Na pewno kojarzycie lekceważące komentarze podsumowujące zakażenia “kowidowe” bagatelizującym “Oj tam, oj tam, to tylko taka grypka!”. Znacie, prawda? Grypce zatem się przyjrzyjmy.

Podkolorowany obraz cząsteczek wirusa grypy typu A (szczep H1N1); https://pl.wikipedia.org/wiki/Grypa

Podstawy na pewno znacie, któż w końcu nie słyszał o grypie. Trzy szybkie zdania zatem – dla porządku li tylko – nim przejdziemy do przykładów. Grypa to przenosząca się pomiędzy ludźmi drogą kropelkową ostra choroba zakaźna wywołana zakażeniem wirusem grypy, czyli de facto jednym spośród szczepów trzech głównych rodzajów należących ortomyksowirusów wirusów grypy (A, B i C, przy czym tym ostatnim nie ma co się za bardzo martwić, wywołuje głównie łagodne infekcje, bez potencjału epidemicznego). Wirusy atakują komórki nabłonka dróg oddechowych – tam się namnażają i to tam się zaczyna choroba, jednak o ile u zarania grypy leży nabłonek dróg oddechowych, dalszy przebieg infekcji i losy dotkniętych nią chorych bywają różne. Wbrew powszechnemu mniemaniu grypa to choroba groźna i obarczona licznymi potencjalnymi powikłaniami – najczęstszymi w obrębie układu oddechowego (nawet u 30-40% z powodu potwierdzonej laboratoryjnie grypy hospitalizowanych rozpoznaje się zapalenie płuc, u części z nich rozwinie się ostra niewydolność oddechowa, acute respiratory distress syndrome – ARDS), ale spektrum możliwości jest rozległe – od mało spektakularnie się prezentujących zapaleń mięśni, zapaleń spojówek czy zapaleń ucha środkowego po najpoważniejsze chyba obok tych oddechowych problemy kardiologiczne i neurologiczne.

No dobrze – obiecałam trzy zdania i trzy zdania były. Przejdźmy do jakiegoś konkretu.

Był luty 2022 roku. Zdrowa dotąd pięcioletnia dziewczynka trafiła do lokalnej placówki medycznej z trwającą od dwunastu godzin wysoką gorączką, której nie poprzedzały ani nie towarzyszyły żadne dodatkowe niepokojące objawy – dziecko nie kaszlało, nie dokuczała mu żadna wysypka czy problemy żołądkowo-jelitowe. Tylko ta gorączka…

Continue reading →

Więc chodź, pomaluj mój mózg na sino i na niebiesko

Więc chodź, pomaluj mój mózg na sino i na niebiesko

Efektowny kolor, prawda? fot. Amanda Slater, CC BY-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/pikerslanefarm/2964992784/

Niebieskie siki nie budziły entuzjazmu żołnierzy, jak wspominał generał Douglas McArthur. “Even at the loo we see, we pee, navy blue” – narzekano. Mimo narzekań jednak, i mimo zniechęcającego niektórych niebieskiego odcienia moczu, błękit metylenowy nadal jeszcze sprawdzał się nieźle w walce z malarią w czasie II Wojny Światowej (wiecie, na Pacyfiku). Ten organiczny związek chemiczny po raz pierwszy zsyntetyzowany w 1876 roku przez niemieckiego – acz urodzonego w Poznaniu – chemika Heinricha Caro dla koncernu Badische Anilin und Soda Fabrik (BASF) w Mannheim pierwotnie nie powstał wcale jako lek, a jako barwnik do tkanin. Cóż się dziwić, to bardzo ładny kolor. Kolor kolorem jednak, niezależnie od urody uzyskanego barwnika, niedługo później okazało się, że zastosowań produkt pana Caro może mieć więcej.
Continue reading →

Gdy ci Crohn podgryza skórę, czyli nie tylko jelitko

Zmiany zapalne warg i okolicy ust szesnastoletniego pacjenta z chorobą Crohna; https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/pde.13565

…och, nie tyle Crohn podgryza oczywiście (pan Burrill Bernard Crohn byłby taką sugestią oburzony), tylko choroba Crohna, a nawet – jak to się zwykło w polskojęzycznej literaturze fachowej podkreślać – choroba Leśniowskiego-Crohna (opisana w końcu przez polskiego medyka, chirurga i urologa, Antoniego Leśniowskiego w 1904 roku, na długo przez opisami Amerykanina), jedna z najbardziej – obok wrzodziejącego zapalenia jelita grubego (colitis ulcerosa) znanych przedstawicielek grupy nieswoistych zapaleń jelit (IBD), a sama kwestia wypłynęła, gdy przypominałam ostatnio na fanpejdżu starą noteczkę na temat tego schorzenia, w której to noteczce wspominałam, że często “zapomina się, że chorobom zapalnym jelit potrafi też towarzyszyć sporo objawów czy manifestacji pozajelitowych. Obok nierzadko wikłających chorobę zmian kostno-stawowych, problemów z wątrobą i drogami żółciowymi czy zaburzeniami natury okulistycznej (zapalenie naczyniówki na przykład), dość dobrze znane jest dermatologiczne oblicze choroby (zmiany skórne notuje się w kilkunastu do nawet ponad czterdziestu procent przypadków)”.

To dermatologiczne oblicze choroby zaintrygowało jedną z czytelniczek – poproszona o napisanie czegoś więcej, mogłam wrzucić po prostu codzienny obrazek z przykładem dermatologicznej twarzy choroby, uznałam jednak, że może czas na niewielki artykuł na ten temat. Zresztą akurat “twarz choroby” to całkiem niezłe hasło, w końcu to właśnie twarzy dotyczył jeden z przypadków tej przewlekłej choroby zapalnej, który mignął już kiedyś na fanpejdżu patologów. 

Continue reading →

Hideo Hattori i jego niezwykłe torbiele, czyli obcy z nieco innej bajki

U czterdziestotrzyletniej pacjentki, chorującej poza tym na otyłość i po przebytej wcześniej histerektomii (powodów której nie znamy – może mięśniaki? może endometrioza? może nowotwór złośliwy?), wykryto przypadkowo, przy okazji innych badań – być może okresowych – podejrzaną guzowatą zmianę w tylnej części śródpiersia. Czyli gdzie właściwie? – część z was pewnie zapyta. Otóż zazwyczaj tak określamy rejon pomiędzy tylną ścianą worka osierdziowego i tylną ścianą klatki piersiowej – tędy przebiega przełyk, tędy przechodzi część piersiowa aorty, tu znajdziemy przewód piersiowy i liczne węzły chłonne,  i tam właśnie, przykręgosłupowo, gnieździło się COŚ. Coś w przebiegu diagnostyki uznano za najpewniej łagodną anomalię rozwojową i pozostawiono do obserwacji. Ani nie rosło w końcu, ani nie dawało objawów. No ale do czasu.

Śródpiersiowy twór w odpowiednio TK i MRI; https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/10668969221105619

Śródpiersiowy twór w odpowiednio TK i MRI; https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/10668969221105619

Continue reading →