Bliskie spotkania z baronem Münchausenem

Gustave Doré, ilustracja przedstawiająca tytułowego barona; domena publiczna, za Wikipedią

Patomorfologia rzadko styka się z psychiatrią. Nie mówię oczywiście o kontaktach towarzyskich czy rodzinnych, nie mówię nawet o relacjach zawodowych, w końcu i patolodzy niekiedy mierzą się z problemami natury psychiatrycznej, i psychiatrzy czasami pozbywają się podejrzanych fragmentów swego psychiatrycznego ciała, jednak z chorobami, którymi zazwyczaj zajmuje się psychiatria mamy do czynienia w pracy nieprzesadnie często. OK, schorzenia na styku psychiatrii i neurologii, guzy mózgu, choroby neurodegeneracyjne czy otępienne, etc, ale to raczej obrzeża pracy większości spośród nas – neuropatologia to nisza wewnątrz niszy. Nasze szkiełka i oczy zazwyczaj zajmują się nieco odmiennymi obszarami.

Continue reading

Nie rzuciło mi się w oczy

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/47/Malignant_melanoma.jpg

Czerniak wewnątrz gałki ocznej (tak, usuniętej i przekrojonej na pół) – nierównomiernie wybarwiony guzowaty twór; AFIP, PEIR Digital Library (Pathology image database); domena publiczna

Że nowotwory zdarzają się też w gałce ocznej, zapewne każdy wie albo przynajmniej się domyśla. W końcu właściwie wszędzie się zdarzają – jeśli coś jest żywe, najprawdopodobniej może nowotworzyć. Że nowotwory mogą do gałki ocznej przerzutować – choć to niby również nie jest tak do końca niespodzianka (przerzutować wszak też mogą w końcu właściwie wszędzie, choć miewają niekiedy różne “preferencje”) – pewnie już mało komu przemknęło przez myśl. A tymczasem to przerzuty właśnie są najczęstszymi nowotworami złośliwymi gałki ocznej u dorosłych (najczęstszym u nich pierwotnym nowotworem w tej lokalizacji jest czerniak błony naczyniowej). U dorosłych, podkreślę. U dzieci w tej okolicy króluje retinoblastoma,  czyli siatkówczak wywodzący się, jak wskazuje sama nazwa, z siatkówki, zmiana pierwotna zatem. Ale o siatkówczaku kiedy indziej – temat to dość rozległy i sam w sobie niezwykle interesujący. Dziś przerzuty.

Continue reading

Przez szyjkę do serca

Zdrowe komórki nabłonka płaskiego w preparacie cytologicznym; Manuel Medina, domena publiczna, https://www.flickr.com/photos/97815254@N06/9267491802/

Zgodnie z powszechnie na fejsbuczku znaną maksymą, wedle której kryzysy w social mediach wybuchają w weekendy ostatni weekend upłynął dość burzliwie, a nawałnica szalała pod znakiem badań przesiewowych. Cytologia ginekologiczna – bo to o tej formie profilaktyki mowa – gościła na tysiącach (tak, tysiącach, mówimy o ponad pięciu tysiącach udostępnień) zarówno profili osób prywatnych, jak i grup czy stron aktywistycznych bądź celebryckich, rzecz pociągnęły środowiska artystyczne i portale informacyjne. Cytologia była nieomalże wszędzie. I byłaby to świetna sprawa – dobrze gdy głośno jest o profilaktyce w kraju, w którym na badania przesiewowe zgłasza się tak niewiele spośród zapraszanych na nie pacjentek, gdyby nie to, że podstawowe założenie awantury nieco rozmijało się z prawdą.

Continue reading

Badania z poślizgiem

aaa1Okres świąteczny tradycyjnie już wiąże się z serią specjalnych zazwyczaj nieco humorystycznych artykułów w czasopiśmie British Medical Journal. Były już teksty o poszukiwaniu świątecznego nastroju w rezonansie magnetycznym, o tym w jakim tempie porusza się Ponury Żniwiarz czy o spożyciu czekolady na oddziałach szpitalnych bądź kawy przez przedstawicieli/lki różnych specjalizacji medycznych. W tym roku jeden z tekstów numeru świątecznego zbliżył się mocno do tematyki poruszanej na patologach, a że dotyczył pewnego przypadku kostniakomięsaka, nowotworu, który – po komentarzach sądząc – budzi niemałe zainteresowanie czytających, pomyślałam, że mały skok w bok z listy zaplanowanych notek nam nie zaszkodzi.

Continue reading

Rak kominiarzy i przędzalników, czyli Percivall Pott w krainie epidemiologii

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3e/Chimney_sweep%27s_cancer_Wellcome_L0062113.jpg

Rak kominiarzy, Horace Benge Dobell, dziewiętnastowieczna akwarela przedstawiająca raka moszny (ta wielka czarna guzowata zmiana), CC BY 4.0, http://wellcomeimages.org/indexplus/image/L0062113.html

Choroby zawodowe z grubsza wszyscy zapewne kojarzą. Pylice chociażby. Zespół wibracyjny. Nauczycielskie choroby krtani. Guzki śpiewacze. Niektóre nowotwory. Ha, nowotwory pewnie akurat nie są tu czymś, co w pierwszej chwili przychodzi na myśl, wystarczy jednak wspomnieć chociażby międzybłoniaka opłucnej powszechnie chyba wiązanego z narażeniem na kontakt z azbestem. A międzybłoniak wcale przecież repertuaru nowotworów złośliwych wiązanych z wykonywaną pracą nie wyczerpuje.

Guza, który widnieje na akwarelce po lewej (chodzi o to czarne owrzodzenie), dzisiaj raczej już na listach chorób zawodowych się nie uświadczy (chociaż takie założenia niekiedy mogą się okazać cokolwiek nabyt optymistyczne), ale był on swego rodzaju kamieniem milowym w historii tychże – mówi się o nim jako o pierwszym opisanym “nowotworze zawodowym”.

Continue reading

GISTy, czyli jakże fortunne mutacje

GIST żołądka pod mikroskopem; wikipedia, autor niepewny; CC BY-SA 3.0

Zazwyczaj ścieżki prowadzące do rozwoju nowotworów są kręte i zdradliwe, najeżone rozlicznymi mutacjami i błędami ostatecznie po dłuższym błądzeniu dopiero prowadzącymi zmienione komórki na skraj katastrofy. To właśnie ten zresztą poziom skomplikowania biologii komórek poszczególnych nowotworów (a nawet poszczególnych komórek w obrębie jednego nowotworu) czyni je tak trudnymi do opanowania. Mutacja tu, mutacja tam, zmienione białko jedno, drugie, trzecie – gdzie nie złapiesz i nie naprawisz, napotykasz kolejne przeszkody, hydrze odrastają kolejne głowy. W końcu, pamiętajmy, mamy do czynienia z komórkami zepsutymi na wiele sposobów, które wymykają się tak wewnętrznym mechanizmom naprawczym, jak i zewnętrznym próbom leczenia nader wszechstronnie. Na szczęście niektóre nowotwory zachowują się nieco przyjaźniej, gdy już się pozna niektóre przynajmniej ich sekrety.

Continue reading

Co z tą szyjką, czyli od wirusa do raka

File:Low-Grade SIL with HPV Effect.jpg

Komórki nabłonka płaskiego zakażonego HPV (koilocyty) z typowym przejaśnieniem wokół jądra w cytologii ginekologicznej; E. Uthman; CC-BY-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/euthman/384102992

Warto może zacząć od pewnej prostej refleksji. Urzędnicy i urzędniczki, radne i radni, posłowie i posłanki (by nie wspomnieć już o osobach zajmujących ławy senatorskie) naprawdę nie muszą być ekspertami. Wcale nie oczekuję, by byli omnibusami, powiem wręcz – mają pełne prawo być ignorantami w wielu dziedzinach. Jest jednakowoż jedno małe “ale”. Niezależnie od poziomu swej ignorancji winni – pełniąc funkcje w końcu publiczne – w kwestiach pozostających poza obszarami swoich kompetencji kierować się możliwie najlepiej udokumentowanymi opiniami ekspertów. Ekspertów, dodam, którzy poza opinią własną przedstawią także merytoryczne podstawy rzeczonej, najlepiej w postaci porządnej literatury naukowej, bo też i “ekspertów” z wielką pewnością siebie wygłaszających brednie pozostające w sprzeczności z dostępną wiedzą naukową mamy w przestrzeni publicznej aż nadmiar.

O co chodzi tym razem, zapewne domyśliliście się po tytule, ale zawsze dobrze zapoznać się ze szczegółami. Otóż od dłuższego już czasu w moim mieście rodzinnym niektórzy radni nieco lepiej niż pozostali wykształceni medycznie zabiegają o to, by Gdańsk dołączył do miast finansujących swoim obywatelom (a właściwie obywatelkom, na razie bowiem polskie dyskusje na ten temat ograniczają się do dziewcząt tylko niestety) szczepienia przeciwko wirusom HPV.

Continue reading