Pomachaj do pańci ogonkiem

aaa

Podobno nie wszyscy lubią zdjęcia zwierzątek, nawet tych patologicznych (zdjęcie własne)

Lubicie zwierzątka domowe? No nie, nie będę z góry zakładać, że lubicie. Nie każdy jest fanem – zwłaszcza cudzych – zwierzaków. Nie każdy lubi fejsbukowe potoki fotek kotków, piesków, ulubieńców generalnie rozmaitej maści i gatunku. Ale też każdy z nas mniej czy bardziej świadomie (choć prawdopodobnie raczej niecelowo) hoduje sobie stadko nader mocno do właścicieli przywiązanych pociech. Zwierzątek społecznych (nie, nie dosłownie jak mrówki czy golce, to tylko metafora), stadnych wręcz w pewnym sensie. One też mogą swej pańci czy pańciowi pomerdać ogonkiem. Nie wiem czy będzie to dla was źródłem komfortu, czy też wręcz przeciwnie, ale prawdopodobnie większość z was nigdy nie jest i nie zostanie sama. I nie, nie mam na myśli wcale waszych bakterii jelitowych do zwierząt zresztą niezaliczanych przecież. Mówię o nużeńcach.

Nużeniec ludzki w powiększeniu; CC BY 3.0, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4458324/

Nużeńce to maleńkie roztocze (ich rozmiary nie przekraczają zazwyczaj kilku dziesiątych części milimetra), nieustannie towarzyszące ssakom pajęczaki. Znamy ich ponad 100 gatunków, a dwa spośród nich idą przez życie w naszym towarzystwie. Nieco liczniejszy zazwyczaj nużeniec ludzki, Demodex folliculorum (0,3-0,4mm długości), bytuje w mieszkach włosowych, zwłaszcza twarzy (preferując szczególnie powieki), jego nazywany krótkim kuzyn, Demodex brevis (0,15-0,2mm) żyjący w gruczołach łojowych jest nieco mniej wybredny, chętnie pomieszkując na szyi czy klatce piersiowej, aczkolwiek oba zwierzątka można też czasem spotykać w dowolnych niemal rejonach człowieczej powierzchni (starsze badania doszukiwały się nużeńców w gruczołach łojowych większości preparatów damskich sutków badanych po mastektomii chociażby). I są wśród nas naprawdę powszechne. Tak, dobrze rozumiecie, najprawdopodobniej macie na twarzy i nie tylko całe stada malutkich zwierzątek.

Nużeńce ludzki i krótki; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3884930/, CC BY-NC-SA 3.0

Nużeńce zaczynają kolonizować swoich gospodarzy już za ich dzieciństwa. Zaczynają zasiedlać nowego człowieka zapewne już w okresie noworodkowym i niemowlęcym (pamiętacie o zwierzątkach wykrytych w skórze damskich piersi?), przewędrowując z rodziców, jednak w pierwszych latach życia dziecka zwierzątka nie zamieszkują go jakoś przesadnie często, ani tłumnie, bardziej gromadnie pojawiając się dopiero w okresie dojrzewania, gdy rośnie aktywność hormonów i gruczołów łojowych. U studentów częstość zasiedlenia może przekraczać już 30% populacji, a dalej jest już tylko lepiej – z wiekiem coraz więcej ludzi gości na swej skórze ośmionogich lokatorów, po sześćdziesiątce nużeńce znajduje się już nawet u ponad 80% populacji, po siedemdziesiątce praktycznie wszyscy hodują sobie własne kieszkonkowe armie pajęczaków. Ale bez paniki – zwykle maluchy nie wyrządzają nam żadnej krzywdy.

W tym mieszku włosowym czają się aż dwa nużeńce; zdjęcie własne

Polskojęzyczna Wikipedia brutalnie wyzywa nużeńce od pasożytów, choć prawdopodobnie jest to oskarżenie nieco nazbyt daleko idące. Zazwyczaj przyjmuje się, że mamy tu do czynienia z relacją nieco jednak niźli czyste pasożytnictwo bardziej skomplikowaną. Najczęściej pisze się o nużeńcach jako o komensalach. Komensalizm to szczególna forma stosunków międzygatunkowych, w których jedna strona czerpie z relacji istotne korzyści, nie wadząc jednocześnie, choć i nie wspomagając, drugiej. Zatem przez większość czasu małe ośmionogi mieszkają sobie spokojnie w głębi skórnych zakamarków, pożerając martwe komórki i wydzielinę gruczołów łojowych, rozmnażają się, czasem trochę spacerują, ot – sielanka. Chyba że w otaczających dzielne roztocze warunkach coś się zmienia. W odpowiedniej sytuacji niewielki roztocz potrafi stać się dla gospodarza nieprzyjemny; część literatury mówi o nużeńcach jako o komensalach, które w odpowiednich warunkach stają się pasożytami, część określa je po prostu mianem organizmów oportunistycznych. Żeby dodać sprawie jeszcze odrobinę posmaku nieoczywistości, warto wspomnieć, że niektórzy badacze uważają, że z tym brakiem pozytywów dla osób zasiedlonych przez nużeńce też wcale nie jest tak całkiem prosto i że zwierzątka potrafią przynosić także i pewne korzyści, wspomagając bariery skórne chroniące przed innymi nieproszonymi gośćmi. To skomplikowana relacja i w literaturze zetkniecie się z różnymi opiniami.

Całe stadko nużeńców tłoczy się wachlarzykowato u podstawy pobranej do badania rzęsy; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2906820/

Siedzą sobie zatem nużeńce cichutko w swoich norkach, eeee, tfu… w swoich, a właściwie w naszych mieszkach włosowych i gruczołach łojowych i jedzą. Wciągają z apetytem łój skórny. Ostrymi, sztylecikowatymi szczękoczułkami przecinają złuszczone komórki nabłonka, wstępnie trawią wydzielanymi przez się enzymami litycznymi, po czym pochłaniają ze smakiem. A w nocy – bo nasze roztocze nie przepadają za światłem słonecznym – wypełzają na powierzchnię skóry, by z zawrotną prędkością kilkunastu milimetrów na godzinę wędrować w poszukiwaniu partnerów seksualnych. Kopulują sobie radośnie u ujścia mieszków, po czym samiczka schodzi w głąb, by złożyć jaja – około dwudziestu sztuk – w jakimś przytulnym zakątku mieszka włosowego czy gruczołu łojowego. Na efekty nie trzeba długo czekać. Jak to swego czasu pisała Sporothrix w notce o nużeńcach, nasze zwierzątka “żyją bardzo krótko, więc muszą żyć intensywnie”. Już jakieś 60 godzin później z jaj wykluwa się kolejne, na razie w postaci larwalnej sześcionogie, pokolenie pajęczaków. Po tygodniu i przejściu kolejno stadiów (już ośmionożnych, jak na pajęczaki przystało) protonimfy i nimfy oraz kolejnych linieniach maluchy dorastają. Mogą przejść do konsumpcji. Umrą po kilku tygodniach, a ich rozkładające się szczątki zalegną tam, gdzie zwierzaki żyły – w głębi mieszków włosowych. Być może posilą się nimi kolejne nużeńce. Tak, to jest dobry moment na piosenkę z Króla Lwa 😉

Cykl życiowy nużeńców; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3884930/, CC BY-NC-SA 3.0

Rozkruszki drobne (Tyrophagus putrescentiae), za których kuzyna Simon pierwotnie uznał nużeńca; domena publiczna, Wikipedia

Sama obecność nużeńców nie jest dla dermatologów niczym nowym – opisano je już w latach czterdziestych dziewiętnastego wieku. W 1842 roku niemiecki lekarz, Gustav Simon znany szerzej z pierwszej zaplanowanej i z sukcesem przeprowadzonej u człowieka nefrektomii,  obserwując pod mikroskopem wydzielinę gruczołów łojowych, zauważył tajemniczych lokatorów, opisał ich, wykonał rozliczne ilustracje i uznał za roztocze (a nawet nazwał nużeńca rozkruszkiem mieszkowym, Acarus folliculorum, zaliczając go do rozkruszkowatych, innej roztoczowej rodziny).

Wykłady Richarda Owena z 1843 roku (link w tekście)

Nużeniec krótki jest zgodnie ze swą nazwą krótszy od preferującego mieszki włosowe kuzyna; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2906820/

Simon nie był pierwszy, bo niewiele wcześniej zwierzątko zauważyli też Henle (ten od pętli Henlego) i Berger w wydzielinie kanału słuchowego (tak, tam też!), jednak ich opisy dalece ustępowały szczegółowością i trafnością (Henle np. uznał tył roztocza za jego głowę) pracy Simona, poza tym trochę przestrzelili w kwestii natury samego malucha – Henle ostrożnie wolał się co do niej nie wypowiadać, Berger dopatrywał się w zwierzątku niesporczaka, pozostańmy więc przy Simonie jako szczęśliwym ojcu nużeńców. Nie tatusiowi jednak zawdzięczają one swą nazwę łacińską, a panu Richardowi Owenowi, pierwszemu dyrektorowi działu historii naturalnej londyńskiego British Museum, który rok później ukuł termin Demodex, oznaczający z grubsza robaka drążącego w łoju, po czym umieścił go w swych Wykładach z Anatomii i Fizjologii Porównawczej Bezkręgowców. Kolejne lata przyniosły kolejne odkrycia, w tym opisy nużeńców pomieszkujących w skórze innych zwierzaków, przy czym następnymi po ludzkich towarzyszach były nużeńce psie i kocie, później szczegóły cyklu życiowego i inne ciekawostki. Ponad stu lat zaś wymagało dostrzeżenie, że człowieka zamieszkuje nie jeden gatunek nużeńca, a dwa zupełnie odrębne – nużeńca krótkiego zaproponowała dopiero Abkulatowa w 1963 roku, a jej pomysł podchwycili kolejni autorzy. Jednocześnie już pod koniec lat siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku zaczęto maleńkie pajęczaki podejrzewać o maczanie odnóży w pewnych dręczących człowieka dolegliwościach.

Niekiedy nużyce przebiegają dość dramatycznie, jak u tej siedmiolatki; CC-BY, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25371830

Już marcu 1878 roku Majocchi oskarżył nużeńce o współudział w wywoływaniu przewlekłych stanów zapalnych brzegów powiek. Te akurat oskarżenia przetrwały próbę czasu (w przeciwieństwie do tych doszukujących się u nużeńców potencjału onkogennego), wzbogacając się dodatkowo o dalsze problemy okulistyczne;  rzeczywiście Demodex może się do takich nieprzyjemności przyczyniać i warto o nim w diagnostyce różnicowej pamiętać. Z biegiem czasu doszły podejrzenia o dokładanie się naszych zwierzaków także do rozwoju trądziku różowatego (rosacea) i różnych innych niekiedy dość dramatycznie prezentujących się skórnych stanów zapalnych (czasem mówi się po prostu o różnych formach nużycy tudzież demodekozy). Czy słuszne? Przynajmniej częściowo. Ale to znów nieco skomplikowane. Prawie wszyscy mamy w końcu nużeńce, a tylko pewien odsetek spośród nas w związku z tym choruje.

Szczególny “cylindryczny” łupież rzęs wiązany z nużeńcami; CC-BY, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4219223/

Niby już same tylko roztocze, nie mówiąc o ich rozkładających się szczątkach, panoszące się w zakamarkach przydatków skórnych wystarczyłyby, by skórę podrażniać, zwłaszcza gdy pajęczaków jest więcej niż zwykle (za sygnał ostrzegawczy uznaje się gęstość nużeńców przekraczającą 5 osobników na centymetr kwadratowy skóry), a badania wskazywały wszak na zwiększone ich ilości w przeróżnych patologiach skórnych, ale co było pierwsze? Mówimy o prostym związku przyczynowo-skutkowym czy może raczej tylko o korelacji? Zbyt wiele zwierzątek pogarsza kondycję skóry? Czy może jest ich zbyt wiele raczej z powodu czynników, które same z siebie negatywnie na skórę wpływają i nużeńce już tylko przelewają czarę goryczy? Wiemy, że wpływać na sytuację potrafi wiele czynników. Zaburzenia immunologiczne i indywidualna wrażliwość na roztocze, czynniki genetyczne, poziom higieny, choroby i mikroorganizmy współistniejące – długo można by dywagować. Poza tym czy aby na pewno to nużeńce jako takie właśnie są problemem? Może i one same są tylko nośnikiem kłopotów, innymi słowy, może nie chorujemy, bo mamy nużeńce, a dlatego, że nasze nużeńce są chore? W 2007 roku w centrum zainteresowania znalazła się pewna powiązana z tymi pajęczakami bakteria – Bacillus oleronius. Rzeczywiście okazało się, że dodatkowa lokatorka może być po części odpowiedzialna zarówno za zmiany powstające w przebiegu trądziku różowatego, jak i stany zapalne brzegów powiek. Gdy dodać do tego, że mikroby wydają się być wrażliwe na stosowane w trądziku różowatym antybiotyki… Ot, kolejny czynnik, który trzeba brać pod uwagę przy ocenie naszych gości. Zresztą osoby chorujące zapewne i tak najbardziej zainteresowane są tym, jak się swoich kłopotliwych lokatorów pozbyć. Może nie całkiem, może nie na zawsze, ale przynajmniej czasowo i przynajmniej z lokalizacji dotkniętych klęską urodzaju. A bywa to kłopotliwe i długotrwałe. By nie wchodzić w paradę dermatologom, wspomnę tylko, że poza pewnymi środkami przeciwpasożytniczymi zaskakującą skuteczność wydają się wykazywać preparaty bazujące na olejku z drzewa herbacianego.

Zaatakwane przez nużeńca psie łapy; CC BY 4.0, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4629579/

Uważnie czytający być może zastanawiają się nad wcześniejszymi wzmiankami o ponad stu gatunkach nużeńców oraz o roztoczach pomieszkujących w skórze kotów i psów, o których w pewnym momencie wspomniałam. Cóż, prawdopodobnie “ponad sto” i tak jest znacznym niedoszacowaniem – tyle ich po prostu dotąd opisano, ale nowe nużeńce wciąż się pojawiają. Część spośród tych gatunków również potrafi swoim gospodarzom w różnym stopniu szkodzić, i bynajmniej nie będą tymi gospodarzami wyłącznie wymienione koty i psy, część zaś spokojnie sobie żyje, wzbudzając ciekawość głównie w gremiach naukowych. Przedstawiciele rodzaju Demodex są dobrze znane lekarzom weterynarii, a własne nużeńce mają nie tylko nasi salonowi ulubieńcy, ale też owce, wydry, bobry, jelenie, a nawet nietoperze. Zazwyczaj przyjmuje się, że poszczególne nużeńce są dość specyficzne gatunkowo, ale nie zawsze tak będzie. Prawdopodobnie zresztą zwierzęce nużyce mogłyby stanowić materiał na kolejny artykuł, zwłaszcza gdyby chcieć wspomnieć na przykład o nużeńcach potrafiących dostać się do psich naczyń limfatycznych i powędrować do węzłów chłonnych, ale pewnie i tak nadużywam już waszej cierpliwości. To już w innej opowieści.

Wyjątkowo jak na nużeńce pomieszkujące nie w mieszkach włosowych czy gruczołach łojowych, a w jamkach w warstwie rogowej kociego naskórka Demodex gatoi (strzałki); na ostatniej fotce wystający roztoczowi z naskórka ogonek; CC BY 2.0, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2770525/

Lancet, 1925, nużeniec wyrysowany przez autorki pracy notującej obecność zwierzaków w gruczołach okolicy brodawki sutkowej; http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0140673601396423

Pamiętajcie o nużeńcach, jeśli kiedykolwiek zacznie wam doskwierać samotność. Trudno o zwierzątka nam bliższe (jeśli pominąć wnikające niekiedy do krwiobiegu pasożytki, których patogenność jednakowoż w przeciwieństwie do statusu naszych bohaterów nie podlega dyskusji), a nużeńce będą z wami prawdopodobnie nie tylko aż do śmierci, ale nawet dłużej. Tak, tak, dobrze czytacie – dłużej. Czemuż w końcu po śmierci gospodarza miałby kończyć swój żywot także i jego roztoczowy tłumek? Mamy liczne dane z badań autopsyjnych pokazujące żywotność pajęczaków długo jeszcze po zgonie osoby, której towarzyszyły. Nie tylko w luksusowych i relatywnie higienicznych warunkach prosektoryjnych zresztą. Helen Chambers i A. Millicent Somerset opisywały w 1925 roku w Lancecie nużeńce (i wyrysowały przykładowego) z ponad 60 preparatów po mastektomii, przy czym podkreślały, że zwierzątka nigdzie się nie wybierały nawet po ośmiu dniach od zabiegu, i to pozostając w piersiach przechowywanych w temperaturze pokojowej i w związku z tym dotkniętych całkiem istotnym już rozkładem. Widzicie? Wierne zwierzaki nie opuszczą was, choćby wasz stan pozostawiał wiele do życzenia. Doceńcie to. Możecie liczyć na swoje nużeńce.

(Przypominam też, że patologów możecie śledzić również na fejsbuku – warto tam zaglądać, bo strona jest codziennie aktualizowana)

 

Literatura:

Human Demodex Mite: The Versatile Mite of Dermatological Importance. PA Rather, I Hassan; Indian Journal of Dermatology 2014;59(1):60-66

Demodex folliculorum i demodex brevis. Marcinowska Z, Kosik-Bogacka D, Lanocha-Arendarczyk N, Czepita D, A Lanocha; Pomeranian Journal of Life Sciences 2015;61(1):108-14
Demodex Mites – Commensals, Parasites or Mutualistic Organisms? N Lacey, S Ní Raghallaigh, FC Powell; Dermatology 2011;222(2):128-30

Demodex: commensal or pathogen? AC Badescu, LS Iancu, L Statescu; Revista Medico-Chirurgicala a Societatii de Medici si Naturalisti din Iasi 2013;117(1):189-93

Human hair follicle mites and forensic acarology. CE Desch; Experimental and Applied Acarology 2009;49(1-2):143-6

Demodex mites: facts and controversies. DM Elston; Clinics in Dermatology 2010;28(5):502-4

Demodex mites. A Carly, BA Elston, DM Elston; Clinics in Dermatology 2014;32(6):739-743

Ubiquity and Diversity of Human-Associated Demodex Mites. MS Thoemmes, DJ Fergus, J Urban, M Trautwein, RR Dunn; PLoS ONE 2014;9(8):e106265

Under the lash: Demodex mites in human diseases. N Lacey, K Kavanagh, SCG Tseng; The Biochemist 2009;31(4):2-6

 Demodex hominis. J Murube; The Ocular Surface 2015;13(3):181-186

Pathogenic role of Demodex mites in blepharitis. J Liu, H Sheha, S Tseng;  Current Opinion in Allergy and Clinical Immunology 2010;10(5):505-510

Mite-related bacterial antigens stimulate inflammatory cells in rosacea. N Lacey, S Delaney, K Kavanagh, FC Powell; British Journal of Dermatology 2007;157(3):474-81

Potential role of Demodex mites and bacteria in the induction of rosacea. S Jarmuda, N O’Reilly, R Zaba, O Jakubowicz, A Szkaradkiewicz, K Kavanagh; Journal of Medical Microbiology 2012;61(Pt 11):1504-10

Blepharitis: Always Remember Demodex. V Bhandari, JK Reddy; Middle East African Journal of Ophthalmology 2014;21(4):317-320

Demodicosis caused by Demodex canis and Demodex cornei in dogs. S Sivajothi, B Sudhakara Reddy, VC Rayulu; Journal of Parasitic Diseases: Official Organ of the Indian Society for Parasitology 2015;39(4):673-676

 First report of vascular invasion of demodex mites with thrombi and dissemination to visceral lymph nodes in a dog. M Woldemeskel, I Hawkins; Veterinary Parasitology 2017;236:93-96

Demodex mites in lymph nodes. MA Nashat; Veterinary Parasitology 2017; Available online 13 July 2017, In Press

 

 
Advertisements

5 thoughts on “Pomachaj do pańci ogonkiem

  1. Kolejny świetny wpis.

    A olejek z drzewa herbacianego jest dość mocnym środkiem, ostatnio czytałem że pojawia się w niewielkich ilościach jako składnik “ekologicznych” oprysków przeciwko insektom.

    Like

  2. Aj law ju😆 chwilkę mnie nie było a tu już kolejne 2! artykuły! zasiadam do czytania z przyjemnością, tak jak do długo wyczekiwanej koleknej książki ulubionego autora, no cud miód i orzeszki:) pisz kochana jak najdłużej i jak najwięcej bo każdy Twój artykuł raduje serce moje.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s